thumb|XIX-wieczna ilustracja Sindbad Żeglarz (, Sand-bâd) – bohater cyklu historii pochodzenia perskiego o żeglarzu z Bagdadu (obecnie w Iraku) i jego pełnych przygód podróżach po morzach wschodniego wybrzeża Afryki i południu Azji. Cykl ten jest 133. opowieścią w 6. tomie Księgi tysiąca i jednej nocy. Historie oparte są częściowo na prawdziwych przygodach żeglarzy pływających po Oceanie Indyjskim, częściowo na starożytnych dziełach poetyckich, a częściowo na perskiej i południowoazjatyckiej mitologii i baśniach.
Opis postaci Sindbad był synem kupca z Bagdadu żyjącym za panowania Haruna ar-Raszida. Po roztrwonieniu odziedziczonego majątku z konieczności sam został kupcem. Odbył siedem wypraw kupieckich, w czasie których zdobył i pomnożył ogromny majątek oraz znalazł żonę. Jego podróże handlowe początkowo były koniecznością, potem stały się jego pasją. Przeżył podczas nich wiele przygód, a jego życie wielokrotnie było zagrożone. Zawsze jednak wychodził cało z opresji. W trudnych chwilach przetrwać pomagała mu jego głęboka religijność i wiara w Allaha. Po zakończeniu siódmej podróży podjął decyzję o zaprzestaniu tego typu wypraw, które są zbyt niebezpieczne.
W życiu prywatnym Sindbad był człowiekiem gościnnym, przyjacielskim i hojnym, otaczał go zawsze tłum przyjaciół. Był też lojalnym poddanym kalifa i szczerym patriotą oraz bardzo religijnym muzułmaninem. Do jego wad można zaliczyć rozrzutność.
Historia Sindbada Spotkanie Sindbada Tragarza z Sindbadem Żeglarzem Akcja rozpoczyna się w Bagdadzie za panowania Haruna ar-Raszida. Pewnego dnia ubogi tragarz imieniem Sindbad zatrzymał się przed pałacem bogatego kupca i skarżył się przed Allahem na niesprawiedliwość panującą na świecie, gdzie jedni opływają w dostatek, a drudzy muszą ciężko pracować. Jego skargi usłyszał właściciel pałacu i zaprosił tragarza do siebie. Okazało się, że obaj noszą imię Sindbad. Bogaty Sindbad zwany Żeglarzem obiecał opowiedzieć Sindbadowi Tragarzowi o swoich morskich podróżach, które przyniosły mu majątek.
Pierwsza podróż Sindbada Żeglarza Po śmierci ojca, bogatego kupca, Sindbad odziedziczył spory majątek. Jednak żył rozrzutnie i w krótkim czasie roztrwonił znaczną jego część. Kiedy spostrzegł, że grozi mu ubóstwo, postanowił spróbować swoich sił jako kupiec. Sprzedał to, co mu pozostało, i nakupił wiele towaru. W Basrze wraz z innymi kupcami załadował swój towar na statek i wyruszył w podróż. Rejs trwał wiele tygodni. Statek co jakiś czas przybijał do portów, gdzie kupcy, w tym Sindbad, z zyskiem sprzedawali i kupowali towary. Pewnego dnia statek przybił do, jak się wydawało, bezludnej wyspy porośnietej roślinnością. Marynarze i pasażerowie wysiedli na ląd i rozpalili ogniska. Wtedy okazało się, że to nie wyspa, ale wielka ryba, która tak długo była na powierzchni, że pokrył ją piasek i porosła roślinnością. Żar rozpalonych ognisk sprawił, że ryba zaczęła się zanurzać. Podróżnicy w panice rzucili się do ucieczki z powrotem na pokład, ale nie wszyscy zdołali zrobić to w porę. Wielu utonęło. Sindbad należał do tych, którym nie udało się wrócić na statek, kiedy ryba się zanurzyła, ale zdołał chwycić się drewnianego cebra i z jego pomocą utrzymał się na powierzchni. Jednak na statku go nie zauważono i odpłynięto bez niego. Zdany na siebie, kupiec płynął przed siebie do utraty tchu, aż morze wyrzuciło go na inną wyspę.
Kiedy się ocknął, wstał i ruszył przed siebie. Przy brzegu zobaczył uwiązanego konia oraz człowieka, który zapytał go, kim jest. Kiedy Sindbad opowiedział mu swoją historię, człowiek ten zaprosił go do siebie i ugościł. Wyznał, że jest jednym z koniuchów króla Mahradżana. Raz w miesiącu przywiązuje klacze do brzegu, by zwabić morskie konie, które wychodzą z głębin i pokrywają klacze. Z tego rodzą się potem źrebaki szlachetnej rasy. Po paru dniach, kiedy jego misja dobiegła końca, koniuch wraz z innymi koniuchami zabrali klacze i wraz z Sindbadem udali się do stolicy państwa. Przedstawili go królowi Mahradżanowi, który przyjął Sindbada łaskawie, a nawet uczynił go jednym z urzędników. Sindbad jednak tęsknił za ojczyzną. Pewnego dnia do portu przybył okręt, w którym Sindbad rozpoznał ten, którym wypłynął z Basry. Kapitan i marynarze początkowo go nie poznawali i nie wierzyli, że to on jest Sindbadem, który, jak mniemali, utonął. Ale kiedy udowodnił swoją tożsamość, zwrócili mu cały majątek, który pozostawił na statku. Sindbad zdecydował się powrócić wraz z nimi do Basry. Król obdarował go tak hojnie na pożegnanie, że Sindbad wrócił do kraju jako człowiek zamożny.
Druga podróż Sindbada Żeglarza thumb|Sindbad w Górach Diamentowych, w Dolinie Węży Po zakończeniu poprzedniej podróży Sindbad wiódł spokojne życie jako człowiek bogaty. Jednak tęsknota za podróżowaniem sprawiła, że postanowił ponownie udać się w podróż jako kupiec. Nakupił towarów i załadował je na statek wraz z innymi kupcami i rozpoczął na nim drugą podróż. Początkowo przebiegała pomyślnie, statek co chwilę przybijał do portów, gdzie kupcy, w tym Sindbad, wymieniali swoje towary, osiągając zyski. Pewnego dnia przybyli na bezludną wyspę, która była tak piękna, że kilku kupców, w tym Sindbad, wyszło na ląd, by ją podziwiać. Sindbad nieopatrznie oddalił się od grupy, położył się na trawie i zasnął. Kiedy się obudził, zrozpaczony przekonał się, że statek odpłynął bez niego. Zaczął wędrować po wyspie w poszukiwaniu śladów ludzkich osad lub żywności. Ujrzał kopułę o kształcie ogromnego ptasiego jaja. Kiedy się jej przypatrywał, wielki ptak zleciał z nieba i usiadł na niej. Wówczas Sindbad przypomniał sobie usłyszane niegdyś legendy o wielkim ptaku Ruchu, który zamieszkuje odległe wyspy i żywi się słoniami, które zanosi do gniazda. Domyślił się, że kopuła była jajem ptaka. Wówczas wpadł na pomysł. Postanowił przywiązać się do nogi Rucha, licząc, że wielki ptak tego nie zauważy. Miał nadzieję, że ptak wylatując na polowanie zabierze go ze sobą z bezludnej wyspy i zaniesie na inną. Rankiem Ruch wzleciał w niebo unosząc Sindbada. Przeleciał morze i wylądował na skalnym bloku na innym lądzie.
Sindbad pośpiesznie uwolnił się i zeskoczył na ziemię. Po chwili zobaczył ptaka odlatującego z ogromnym wężem w szponach. Spostrzegł też, że pod stopami leży pełno diamentów. Wówczas Sindbad przeraził się, gdyż zrozumiał, że trafił do doliny w Diamentowych Górach, z której nikt jeszcze nie wrócił żywy. Żyło w niej wiele groźnych węży i żmij tak wielkich, że mogłyby połknąć słonia. Gady w dzień przebywały w ukryciu, bojąc się ptaka Rucha i wielkich sępów polujących na nie, ale w nocy wychodziły na żer. Sindbad znalazł na noc schronienie w wielkiej jaskini, w której pomimo obecności gniazda żmii przeczekał noc. Następnego ranka zaczął szukać wyjścia z doliny. Nagle z pobliskiej skarpy upadło przed nim martwe zwierzę. Sindbad przypomniał sobie, że w Diamentowych Górach ludzie, pragnąc zdobyć diamenty z doliny, a nie chcąc narażać się na spotkanie z gadami, zrzucają w dół duże kawałki mięsa. Diamenty przykleją się do niego, a wtedy nadlatują ogromne sępy, które porywają mięso wraz z przyklejonymi doń kamieniami i wynoszą z doliny. Wtedy ludzie odpędzają sępa, biorą diamenty, a mięso zostawiają ptakom. Uzmysłowiwszy sobie to wszystko, Sindbad napełnił sobie kieszenie diamentami i przywiązał się do martwej owcy. Wkrótce nadleciał wielki sęp i porwał owcę wraz z Sindbadem. Wylądował na skałach poza doliną. Wtedy Sindbad zobaczył kupca, który odpędził sępa. Kupiec zdziwił się, kiedy zobaczył Sindbada. Uratowany wówczas opowiedział mu swoją historię i podzielił się diamentami, które miał w kieszeniach. Obdarowany był wdzięczny. Wkrótce przyłączyli się do grupy innych kupców. Wszyscy podziwiali Sindbada za to, że jako pierwszy człowiek był w Dolinie Węży i wrócił stamtąd żywy. Jakiś czas później Sindbad wsiadł na okręt płynący do Basry. Po drodze, dzięki zdobytym diamentom, zakupił wiele towarów, które potem sprzedawał z zyskiem. Do Badgadu wrócił jako człowiek jeszcze bogatszy.
Trzecia podróż Sindbada thumb|Sindbad u olbrzyma-ludożercy Tęsknota za podróżami sprawiła, że Sindbad ponownie zdecydował się wypłynąć w morze. Podróż początkowo układała się pomyślnie – do czasu, aż kapitan nie oznajmił kupcom i marynarzom, że niepomyślne wiatry pchają statek ku Małpim Górom – archipelagowi wysp, z których nikt nie powrócił żywy. Wtedy z pobliskiego lądu na statek wdarło się stado olbrzymich małp, które zepchnęły wszystkich ludzi z pokładu i odpłynęły na zdobytym statku. Kupcy i marynarze znaleźli się na pobliskim lądzie. Zaczęli szukać na nim siedzib ludzkich i natrafili na olbrzymi zamek. Weszli na dziedziniec i znaleźli tam wiele kości. Wieczorem z zamkowej wieży zszedł olbrzym o odrażającym wyglądzie. Pochwycił kapitana, zabił go na oczach towarzyszy, upiekł na rożnie i pożarł. Następnie spał do rana, by potem powrócić do swojej wieży. Marynarze i kupcy byli przerażeni. Od tej pory każdego wieczora potwór schodził z wieży, zjadał któregoś z nich, zasypiał, a po przebudzeniu wracał na wieżę. Wówczas Sindbad zasugerował zbudowanie tratwy i ucieczkę w morze, nawet za cenę utonięcia. Załoga zaakceptowała ten plan, gdyż wolała zginąć na morzu, niż być pożartą. Kiedy tratwa była gotowa, marynarze chwycili dwa rozpalone rożna i wsadzili potworowi w oczy, oślepiając go, następnie uciekli na tratwę. Okazało się jednak, że olbrzym ma towarzyszkę, równie wielką jak on, która, widząc, co się stało, zeszła z wieży, by mu pomóc. Ujrzawszy uciekającą tratwę, zaczęła rzucać w nią głazami, zabijając większość załogi. Kiedy znaleźli się poza zasięgiem pocisków, spostrzegli, że tylko trzech z nich pozostało przy życiu.
Wkrótce tratwa przybiła do kolejnej wyspy. Mieszkał na niej ogromny wąż, który pożarł dwóch towarzyszy Sindbada. Sindbad ocalał, gdyż skonstruował sobie klatkę z drewna, w której się zamknął i do której potwór nie miał dojścia. Był jednak coraz bardziej zrozpaczony i modlił się do Allaha o cud. Wtedy nadpłynął statek, którego załoga zabrała Sindbada na pokład, a on opowiedział im swoją historię. Wkrótce okazało się, że był to ten sam statek, w którym Sindbad rozpoczął swoją drugą podróż i który nieopatrznie pozostawił go na wyspie. Kapitan statku, przekonawszy się, że spotkany jest zaginionym kupcem, zwrócił mu towary, które ów pozostawił na pokładzie. Potem pożeglowali do kraju Sind, gdzie Sindbad dzięki operacjom handlowym pomnożył ten majątek. Następnie jako człowiek bogaty powrócił do Bagdadu.
Czwarta podróż Sindbada Wzbogacony po podróżach Sindbad pędził przyjemne i dostatnie życie, jednak tęsknota za podróżami i przygodami sprawiła, że ponownie zdecydował się spróbować sił jako kupiec. Początek podróży przebiegał pomyślnie, jednak pewnego dnia zerwał się sztorm, który zatopił statek. Nieliczni kupcy, w tym Sindbad, ocaleli, gdyż złapali się pływających desek. Następnego dnia fale wyrzuciły ich na nieznany ląd. Nadzy, czarnoskórzy tubylcy, których spotkali, poczęstowali ich dziwną potrawą, po której towarzysze Sindbada stracili rozum. On sam przezornie nic nie jadł. Okazało się, że ich królem był ghul, żywiący się ludzkim mięsem. Także jego poddani byli ludożercami. Towarzyszy Sindbada zaczęto tuczyć i co jakiś czas zabijano, pieczono i pożerano jednego z nich. Mordowani nie mogli się bronić, gdyż po tajemniczej potrawie nie byli niczego świadomi. Ostatecznie Sindbadowi udało się uciec z pomocą pewnego pasterza, który, spostrzegłszy, że Sindbad nie oszalał, wskazał mu drogę ucieczki.