Za kulisami również Za kulisami-Tyrtej – dyptyk dramatyczny Cypriana Kamila Norwida napisany w latach 1865–1866, składający się z tragedii Tyrtej i komedii Za kulisami.
Dramat rozgrywa się na dwóch planach: na scenie teatru, gdzie odgrywana jest tragedia o greckim poecie Tyrteju i za kulisami, gdzie ma miejsce bal maskowy.
W utworze znajduje się Dedykacja, którą Norwid poświęca "młodości mej stolicy" (Warszawie). Wiele fragmentów utworu stanowi aluzję do Warszawy po upadku powstania styczniowego.
Powstanie utworu Geneza utworu związana jest z losami powstania styczniowego, przede wszystkim z tragicznym przebiegiem działań militarnych, a następnie z narzuconym sferom towarzyskim Warszawy przez władze carskie w 1864 roku obowiązkiem uczestniczenia w organizowanych odgórnie balach, które następnie zaczęły być organizowane samorzutnie. Biedna Warszawa – komentował poeta w liście z 20 lipca 1865 – bawi się byle czym, jak małe dziecko ze starganymi nerwami. Temat dramatu podsunął Norwidowi, wydany w 1862 roku, na fali wzbierających nastrojów rewolucyjnych, poemat Władysława Ludwika Anczyca Tyrteusz. Norwid zainteresował się najpierw spuścizną starogreckiego poety, przetłumaczył nawet dwa fragmenty jego elegii, a potem szukał o nim informacji biograficznych u Pauzaniasza i Justyna.
Pracę nad dramatem podjął w lecie 1865 roku. Wtedy powstał cały Tyrtej (IV obrazy) albo przynajmniej obrazy ateńskie (I-III). W liście do M. Sokołowskiego z początku lipca 1865 Norwid pisał bowiem, że w tych dniach odbył podróż do Aten (w duchu). Wtedy też powstało obramowanie, z którego zachował się fragment początkowy z podróżnikiem Omegiem i jego sługą Malcherem, znajdującymi się za kulisami teatru. Całą drugą połowę tego roku i początek roku następnego spędził Norwid na przygotowywaniu lipskiego wydania swoich poezji i do pracy nad dramatem wrócił dopiero w kwietniu 1866. Na początku maja pisał bowiem do Kraszewskiego, że posiada w papierach tragedię fantastyczną Tyrtej Lacedemoński umieszczoną pomiędzy wojną messeńską a czasami obecnymi. Wtedy został napisany Prolog wypełniony dialogiem pomiędzy Omegiem (wciąż jeszcze) a Quidamem. Nie pojawia się w nim Malcher. Omeg nie jest jeszcze autorem Tyrteja, i ma opuścić teatr o północy, a nie jak to będzie ostatecznie, o świcie.
Trzeci etap pracy nad dramatem stanowiło napisanie czterech scen maskaradowych, rozgrywających się za kulisami przedstawienia teatralnego. Na podstawie badań nad rękopisem przyjmuje się, że powstały one w 1866, ale już po napisaniu Prologu. Omeg jest w nich już bowiem autorem Tyrteja, a moment jego wyjazdu został przesunięty na godzinę świtu. Do scen maskaradowych weszło prawdopodobnie sporo scen komediowych z wcześniejszego obramowania Tyrteja. W 1869 Norwid planował umieszczenie dramatu Za kulisami w drugim tomie jego poezji. Wtedy prawdopodobnie dokonał drobnych retuszy, przenosząc między innymi Prolog z początku Tyrteja przed sceny maskaradowe, pisząc przedmowę. Utwór ostatecznie nie ukazał się za życia poety. Sceny maskaradowe i uszkodzony rękopis Tyrteja, pozbawiony końca wydał, łącząc je według własnego pomysłu w 1912 Zenon Przesmycki w tomie C swoich Pism Zebranych.
Osoby +TyrtejZa kulisamiTyrtejpoeta ateńskiOmegittpan na OmegachKleokarpareopagitaLia (Julia)jego narzeczonaEgineacórka KleokarpaEmmapowiernica LiiDorillasiostra EgineiSofistoffreferendarz stanuLaonprzybrany syn KleokarpaMalchersłużący OmegittaSyn Chariklesamłodzieniec ateńskiGlück-Schnellporęczyciel spółki teatralnejWódz PartenianówPolakurzędnik zagranicznyI, II i III NiewolnicaKleokarpaDiogenesmaskaDaimbiegacz spartańskiFeuilletonmaskaStarzec-ciemnyweteran spartańskiPoeta gminnyHieroplitjego syn, wojownikKrytykChłopiecspartański (Primus)MandolinEfor I i IIspartańskiSułtanmaskaWoźnyspartańskiDiannaCenzorspartańskiNoc SekretarzambasadyQuidamFiffraquesławny autor współczesny
Treść
Trytej
Prolog Malcher w złym humorze domyka pakunki podróżne. Quidam, aby wymknąć się przed jego narowami, zabiera Podróżnika (Omega) do teatru. Podróżnik zagaja rozmowę o tym, że Polacy nie rodzą się służącymi, ale raczej feudalnymi jeszcze giermkami i towarzyszami broni. Quidam uważa, że tym bardziej należało odwiedzić teatr, tę kwintesencję współczesności, gdzie kolumny są nie z marmuru, a z gipsowanych cegieł, a kapitele kolumn z galwanizowanego cynku i gdzie specjalny przedsiębiorca aplauzu w wykalkulowany sposób opóźnia wejście śpiewaczki na scenę, by podgrzać entuzjazm widowni. Podróżnik wpisuje w albumie Quidama wiersz W pamiętniku, z którego pochodzą słynne strofy o popiele i diamencie:
Gorejąc, nie wiesz, czy? stawasz się wolnyCzy to, co twoje ma być zatracone?Czy popiół tylko zostanie i zamęt,Co idzie w przepaść z burzą? - czy zostanieNa dnie popiołu gwiaździsty dyjament,Wiekuistego zwycięstwa zaranie!...
Scena wstępna mały|Walka hoplitów. Waza Chigi. 650 p.n.e. (Brak pięciu kart) Melchior (Malcher) i Omeg trafiają na oddział Partenian, którzy wygnani ze Sparty, przeklinają ojców i matki, których nie mieli i ziemię lacedemońską, która nigdy nie była im ojczyzną. Melchiorowi przypominają legię cudzoziemską w Algierii. Oddalają się.
Scena I Chór Lewy, Prawy i Epod głoszą pochwałę chóru ateńskiego, który jak Areopag pozostaje w stałym dialogu z prawdą. Pojawia się Laon, który przed laty ocalił tonącego w czasie bitwy morskiej Kleokarpa, a teraz waha się, czy nie nazbyt pochopnie śledzi potajemne wycieczki jego córki Eginei. Chóry mówią o ogromnym, wrzącym kole wichrów, ciał i duchów na krańcach przestrzeni oraz o mrokach na wybrzeżach świata, przez które przechodzą duchy bohaterskie. Laon chwali chór, który może wyrokować o burzach lepiej niż samotny sternik na wzburzonym morzu. Sam jest Fenicjaninem, który po uratowaniu Kleokarpa, wszedł w jego dom i został obywatelem ateńskim. Teraz chce ochronić przed burzą dom swego opiekuna, odkąd Eginea zaczęła się spotykać z poetą Tyrteuszem, którego, po uzyskaniu wyroczni delfickiej, ateńczycy przeznaczyli na wodza wojsk spartańskich. Chóry radzą mu udać się na wzgórze Areopagu i pod gwieździstym niebem uspokoić serce, by mógł odnaleźć prawdę. Laon dostrzega biegacza z kosturem, Daima, który przybywa ze Sparty z okrzykiem: zwyciężyć albo zginąć i z pytaniem o wodza. Wypytywany przez Laona i chór wyjawia, że tylko równi wśród Spartan wołają zwyciężyć albo zginąć, lud zaś mówi zginąć albo zwyciężyć. Laon wnioskuje z tej różnicy zdań, że nikt w Sparcie nie jest gotów przyjąć godności harmosta nad Messenią. Daim wychwala cnoty dzielnego Hieroplita, który jego zdaniem mógłby to uczynić. Chór nakazuje mu odnieść wiadomość, że za niewiele dni, zgodnie z wyrocznią delficką, zostanie wysłany wódz dla Lacedemończyków z Aten.
Scena II mały|Tyrtej. Gustave Moreau. Dorilla zarzuca siostrze Eginei, że w środku pracy porzuciła krosna, których ona celowo nie sprzątnęła, by je ujrzał porzucone, powracający z Areopagu ojciec. Eginea zasłania się koniecznością przygotowania pieśni chóralnej na nadchodzące święto. Nadchodzi Kleokarp i chwali Egineę za to, że pracuje przy krosnach, co złości Dorillę. Kiedy ta odchodzi, pod nogi Eginei pada kamyk owinięty kwiatem granatu. Tyrtej chce przyspieszyć umówioną schadzkę, ale Eginea go przepędza. Powracający z miasta Laon dziwi się skąd Eginea ma taki sam kwiat jaki on przyniósł. Dziewczyna twierdzi, że potrzebny jest jej jako wzór do pracy. Przy posiłku Laon opowiada ojcu, że uczestniczył przy pracach nad wodowaniem nowego okrętu, a Kleokarp wygłasza pochwałę mądrości wynikającej z opanowywania żywiołów. Syn Chariklesa przynosi wiadomość o wywyższeniu Tyrteja. Wspomina jak to, jeszcze niedawno, jego utwór wygrał z Tyrtejowym, który wygwizdano. Przypomina jak szydzono z Tyrteja, że jest kulawy i jednooki, a dziś gdy wstępował do świątyni przed stu wojownikami spartańskimi, jego chód wydawał się zebranym pełen wdzięku. Kleokarp wyrzeka na niestałość opinii ludu oraz na złe skutki zawiści. Eginea oddala się, by posłuchać przed snem słowika.
Scena III W innej części ogrodu Eginea przysłuchuje się poruszeniom swego serca. Nadchodzi Tyrtej i wyrzuca jej, że oburzyła się na wrzucenie kamyka do jej ogrodu. Dziewczyna skarży się, że wprowadziła w błąd ojca i siostrę, po to by słuchać wyrzutów. Tyrtej pytany o to co robił opowiada o ludziach pełnych zazdrości spotkanych w ciągu dnia i o tym, jak zerwał kwiat i rzucił przez parkan, by móc odpowiedzieć na pytanie: co robiłeś? Skarży się na dwulicowość Ateńczyków, którzy po jego wyniesieniu hołubią go, choć dopiero co nim pomiatali. Wieści, że lira współczesnych poetów jest krucha i drewniana, a oni sami nie giną od lwów, lecz są deptani przez bydło. Orfeusz potrafił wstrząsnąć swą pieśnią potworami i wcale im się nie kłaniał. Jego współczesny naśladowca, podążając jego śladem, zachowuje się jak poddany. Dlatego prawdziwi poeci rodzą się na pustyni, gdy już prawdziwych poetów nie ma. Tyrtej zaplątuje się w gałęzie lauru, z których Eginea go wydobywa, a on myli przy tym rym. Nie tego oczekiwał od kobiety, ale bez niej nawet wyrocznia delficka nie ma mocy.
Powierza Eginei swą tajemnicę. Lakoniczność spartańska polega na przerwach w mówieniu. Nie sposób tak mówić o rzeczach powszednich, bo przerw tych nie da się ich wzajemnie podawać i zamieniać. Pojąwszy to zrozumiał swe posłannictwo i mądrość wyroków boskich. Stanął przed zastępem Spartanów i odkrył, że nie bije w nich serce, że lud ten cały zżelaźniał. Likurg, twórca tego ludu, wypowiedział od razu wszystko. Bóg tam już nic nie tworzy. Nie ma dla niego miejsca, jak dla podrzutków i kalek. I dlatego został posłany Tyrtej, nim się znajdzie miejsce dla ojca bogów. Likurg, jak Pigmalion, pod którego uściskiem ożył posąg, stworzył z ukochanej idei zastęp synów twardych, rzeczpospolitą wojskową gladiatorów, o której delficki Apollo rzekł, że dopóty trwać będzie, aż się Likurgowe prawa nie wyczerpią. Inaczej było z republiką ateńską. Jej wielki ostatni król Kodrus, w kmiecej sukmanie i z kosą, rzucił się na dzidy wrogów, wołając koniec królestwu ateńskiemu i tak stał się kamieniem węgielnym przeobrażenia ludu. Likurg nie zaufał boskiej sile przetwarzania, ale jak rzeźbiarz swemu planowi. Potomstwo Kodrosa jest współboskie, Likurga jest współposągowe i dopóty te kamienie zwyciężać będą ludzi aż zwyciężą... A wówczas nie pozostanie kamień na kamieniu.
Świadom swego tragicznego posłannictwa Tyrtej zaklina Egineę, by była z nim, gdy wyruszy do Sparty, gdy podejmie walkę i poniesie w niej klęskę. Dziewczyna obiecuje trwać u jego boku. Prosi, by pozostawił jej ludzi i konie, a ona dołączy do niego, nawet wbrew woli ojca i bogów.
Scena IV mały|Falanga. Amfora tyrreńska. 560 p.n.e. Dzieci biegające wokół niewidomego spartańskiego starca proszą go o jeszcze jedną pieśń bojową. Dostrzegają w dali posłańca biegnącego o kosturze, w którym starzec rozpoznaje Daima. Starzec prosi, by przywołały go gdy się zbliży do prawdziwego Spartiaty, który stracił wzrok przed laty w bitwie, który odepchnął syna myśląc, że jest ranny w plecy i wnioskował o ukaranie każdego kto karmi ptaki i w ten sposób przyucza je do próżniactwa. Domyślając się porażki wołają: zginąć albo zwyciężyć, a Daim potwierdza ich obawy. Tyrtej na stronie ubolewa, że tylko te dwie rzeczy umieją. Daim przekazuje starcowi, że syn jego Hieroplit żyje, czym doprowadza go do furii. Prawdziwy Spartiata nie dba o los swego syna lecz wojska i wodza. O wodzu Daim wie, że śpiewnym głosem zapowiadał przegraną, że jest kulawy i jednooki. Starzec dopytuje się czy wódz przez wojenne rzemiosło nie odniósł ran, lecz Daim odpowiada, że jego rzemiosłem jest poezja. Wówczas starzec i chłopcy wydają nań wyrok barathry, strącenia ze skały. Tyrtrej uznaje to za głos ludu.