Pogrom w Jedwabnem (również: mord w JedwabnemT. Sommer, M.J. Chodakiewicz, Jedwabne 10 VII 1941: rekonstrukcja mordu, Warszawa 2021, s. 13.) – masowe morderstwo żydowskich mieszkańców miasta dokonane 10 lipca 1941 przez polskich mieszkańców miasta Jedwabne, działających z inspiracji niemieckich okupantów, którego ofiarą padło kilkuset polskich Żydów z Jedwabnego i okolic. Rezultatem tej zbrodni była niemal całkowita zagłada Żydów z Jedwabnego. Większość z ofiar została spalona żywcem w stodole jednego z mieszkańców.

thumb|upright=1.5|Pomnik w Jedwabnem thumb|Fragment ekspozycji stałej w Muzeum Historii Żydów Polskich Polin poświęcony pogromowi

Tło historyczne Pierwsza źródłowa wzmianka o Jedwabnem pochodzi z połowy XV wieku. Sto lat później osiedlili się tu pierwsi Żydzi, którzy w następnym stuleciu stanowili już większość mieszkańców. W 1736 roku Jedwabne uzyskało prawa miejskie. W 1776 roku miasto nabył Stanisław Rębieliński. Miało to istotny wpływ na strukturę demograficzną Jedwabnego, bowiem w miastach prywatnych, w przeciwieństwie do wielu królewskich, nie obowiązywały ograniczenia w osiedlaniu się Żydów. W XVIII wieku odsetek ludności żydowskiej dochodził do 76%. W połowie XIX wieku Jedwabne liczyło 2400 mieszkańców, w ogromnej większości (82%) Żydów. Trudnili się oni handlem, rzemiosłem i drobną wytwórczością (wytwórnie rękawiczek, wytwórnie trykotowych pończoch). Mimo że mieszkańców przybywało, w 1870 roku Jedwabne straciło prawa miejskie.

W sierpniu 1915 roku w czasie odwrotu wojsk rosyjskich miasto zostało niemal całkowicie zniszczone. Liczba ludności spadła do 700 osób. Po wojnie miasteczko zaczęto odbudowywać. Według spisu powszechnego z 1921 roku Jedwabne zamieszkiwały 1222 osoby, w tym 757 Żydów. Jedwabne starało się o odzyskanie praw miejskich. Do miasta włączono kilka wsi, co zwiększyło liczbę polskich mieszkańców. W listopadzie 1927 roku Jedwabne ponownie uzyskało prawa miejskie. Według spisu z 1931 roku nowe miasto liczyło 2167 mieszkańców, w tym 60% Polaków. W 1935 roku miała miejsce konsekracja nowego kościoła. Drewnianej synagogi, która spłonęła w 1913 roku, nie odbudowano w pierwotnym kształcie, postawiono jedynie niewielki drewniany budynek na podmurówce.

Sympatie polityczne mieszkańców Jedwabnego pokrywały się w dużej mierze ze strukturą demograficzną miasteczka. W wyborach w 1928 roku, a więc już po wyodrębnieniu gminy miejskiej, połowę głosów zdobył Blok Mniejszości Narodowych, 21,5 procent uzyskała lista Katolicka Narodowa, a ponad jedną czwartą przeciwnicy endecji, czyli BBWR, Ludowcy i Socjaliści. W latach 30. wytworzył się układ dwubiegunowy – sanacja przeciw endecji. W tym sensie Jedwabne nieco odbiegało od okolicznych gmin wiejskich, gdzie wpływy endecji zdecydowanie przeważały. Być może to było powodem, że w Jedwabnem nie dochodziło do tak drastycznych antyżydowskich wydarzeń jak np. w pobliskim Radziłowie.

We wrześniu 1939 roku po krótkiej okupacji niemieckiej, o której niewiele wiadomo, Jedwabne przeszło pod okupację sowiecką. Z inicjatywy, cieszącego się dużym autorytetem miejscowego proboszcza, księdza kanonika Mariana Szumowskiego, a także księdza Stanisława Cudnika, proboszcza parafii Burzyn powstała silna organizacja konspiracyjna. Miała ona o tyle wyjątkowy charakter, że w uroczysku Kobielno na bagnach biebrzańskich założono stałą dobrze uzbrojoną bazę partyzancką.

Na skutek donosów polskiego komunisty jedwabieński ośrodek konspiracyjny został rozbity. W zdobytej po zaciętej bitwie bazie w Kobielnie NKWD znalazło listy z nazwiskami zaprzysiężonych konspiratorów. Nastąpiły masowe aresztowania (ponad 180 osób). Kolejnych stu konspiratorów zgłosiło się w ramach nieformalnej amnestii. 25 z nich zwerbowano jako informatorów NKWD. Kolejna fala aresztowań miała miejsce 20 czerwca 1941 roku. Przymusowe deportacje miały objąć kolejnych podejrzanych o udział w konspiracji, a także rodziny wcześniej aresztowanych konspirantów. Atak niemiecki 22 czerwca przerwał tę falę represji. Do Jedwabnego, Radziłowa i okolic powróciło wielu uczestników polskiego ruchu oporu, ukrywających się, uwolnionych z więzień i tych, którym udało się uciec z transportów ewakuacyjnych. Wielu z nich zaangażowało się w tworzenie tymczasowych władz i lokalnych oddziałów samoobrony.

Wojska niemieckie wkroczyły do Jedwabnego 23 czerwca 1941 roku wieczorem. Wkraczających Niemców witano kwiatami. Następnego dnia grupa związanych z antysowieckim podziemiem uzbrojonych w okute kije Polaków napadła na gospodarstwo Aleksandra Wiśniewskiego we wsi Bartki. Był on podejrzewany o współpracę z NKWD i dekonspirację bazy partyzanckiej w Kobielnie. Sam Wiśniewski, a także jego brat ukryli się. Napastnicy pobili jego żonę i podpalili gospodarstwo. Następnego dnia obu braci Wiśniewskich rozpoznano w Jedwabnem. Obu braci, sowieckiego milicjanta, a także trzech Żydów podejrzewanych o współpracę z NKWD bito i torturowano na rynku, a następnie wydano w ręce niemieckich żandarmów, którzy ich zastrzelili. Według relacji Szmula Wasersztajna tego dnia miały miejsce napady na inne domy żydowskie.

Niemieckie oddziały frontowe bardzo szybko opuściły Jedwabne. Na miejscu pozostał ośmio- lub jedenastoosobowy posterunek niemieckiej żandarmerii. Być może dlatego nie ma jednoznacznych informacji o powołaniu w Jedwabnem lokalnej milicji czy samoobrony. Ukonstytuowały się natomiast władze miejskie. Burmistrzem został Marian Karolak, jego zastępcami Eugeniusz Śliwecki i Jan Sobuta, a sekretarzem Józef Wasilewski. To oni byli głównymi organizatorami zagłady jedwabieńskich Żydów.

10 lipca 1941 roku w Jedwabnem można dość dokładnie odtworzyć nie tylko na podstawie relacji świadków, akt procesowych i materiałów z archiwów niemieckich, ale także dzięki porównaniu ze znacznie lepiej udokumentowanymi relacjami z wydarzeń, które rozegrały się trzy dni wcześniej w odległym o kilkanaście kilometrów Radziłowie. Obie zbrodnie przebiegały bowiem według dokładnie tego samego schematu. Były niemal modelowym wypełnieniem instrukcji Reinhardta Heydricha z 29 czerwca 1941 roku. W przesłanych dalekopisem wytycznych szef Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy pouczał swych podkomendnych:

„W nawiązaniu do już ustnie udzielonych 17 VI w Berlinie wskazówek przypominam co następuje:

Nie należy stawiać przeszkód dążeniom do samooczyszczenia występującym w antykomunistycznych i antyżydowskich kręgach na nowo zajętych obszarach. Przeciwnie, należy je wywoływać, nie pozostawiając śladów, intensyfikować, jeśli to potrzebne, oraz kierować na odpowiednie tory…”.

W obu przypadkach sam przebieg wydarzeń: zgromadzenie Żydów w centralnym punkcie miasteczka, znęcanie się nad nimi, a następnie egzekucja poprzez spalenie w stodole przebiegały niemal identycznie. Z ustaleń Edmunda Dmitrowa, który przeprowadził szczegółową kwerendę w archiwach niemieckich wynika, że jednostką niemiecką, która zainspirowała miejscową ludność do zbrodni w Radziłowie był kilku lub kilkunastoosobowy oddział specjalny wystawiony przez placówkę Gestapo w Ciechanowie-Płocku (Zichenau-Schroettersburg), dowodzony przez SS-Obersturmführera Hermanna Schapera.

Przebieg wydarzeń thumb|Fotografia rynku w Jedwabnem i fragmenty zniszczonego pomnika Lenina w Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku 10 lipca 1941 roku do Jedwabnego zaczęli przybywać wozami mieszkańcy sąsiednich miejscowości, według T. Grossa powiadomieni o zaplanowanym wcześniej i mającym się tego dnia wydarzyć zabójstwie żydowskich mieszkańców Jedwabnego, według innych źródeł na wieść o targu. Wieczorem poprzedniego dnia niektórzy jedwabieńscy Żydzi zostali ostrzeżeni przed niebezpieczeństwem. Świadczyłoby to o wcześniejszym zaplanowaniu zbrodni. Ten trop pojawia się także w zeznaniach Józefa Grądowskiego, a także w relacji Szmula Wasersztajna. Kolejnym dowodem na zaplanowany charakter zbrodni są zeznania mówiące o poszukiwaniu stodoły nadającej się – podobnie jak w Radziłowie – do dokonania egzekucji. Od samego rana 10 lipca, polscy mieszkańcy miasta i sąsiednich miejscowości wypędzali Żydów z domów i zapędzali ich na rynek miasta. Tam bili ich i dopuszczali się innych form przemocy, kazali im sprzątać plac i m.in. wyrywać trawę spomiędzy płyt bruku. Kilka uwięzionych tam osób zostało wówczas zamordowanych. W mieście przebywało tego dnia kilku żołnierzy niemieckich, którzy pomagali w spędzaniu Żydów na rynek. Śledztwo IPN nie pozwoliło ustalić, czy byli oni obecni również przy dalszych etapach zbrodni. Nie udało się w sposób jednoznaczny ustalić, jaki był udział Niemców w tych wydarzeniach. Wiadomo, że w Jedwabnem był posterunek niemieckiej żandarmerii zapewne jedenastoosobowy. Według wielu zeznań, a także z relacji Szmula Wasersztajna wiadomo, że 10, a może nawet dzień wcześniej 9 lipca do Jedwabnego „przyjechali gestapowcy taksówkami” i odbyli naradę z władzami miasta. Było to najprawdopodobniej wspomniane już komando pod dowództwem Hermana Schapera. W niektórych zeznaniach powtarza się informacja, że Niemcy fotografowali znęcających się nad Żydami Polaków. Zdjęć, jak dotychczas nie odnaleziono.

Nad zebranymi na rynku znęcano się, w zeznaniach pojawiają się informacje o podpalaniu bród. Grupa przetrzymywanych na rynku żydowskich mężczyzn (około 40–50 osób, w tym rabin) została zmuszona do roztrzaskania pomnika Lenina, który stał na skwerku przy rynku od czasu zajęcia miasta przez wojska radzieckie. Bici i poganiani obnosili fragmenty pomnika na drągach wokół rynku, przy czym kazano im śpiewać „przez nas ta wojna”. Na czele tej szyderczej procesji postawiono sędziwego rabina Awigdora Białostockiego. Około południa grupa polskich mieszkańców Jedwabnego zmusiła tych mężczyzn do zaniesienia rozbitego pomnika pod stodołę Bronisława Śleszyńskiego, znajdującą się za miastem. Tam mężczyźni ci zostali przez prowadzących ich Polaków zabici, a ich ciała razem ze zniszczonym pomnikiem wrzucono do wykopanego wcześniej dołu.

Po południu kolejna grupa jedwabieńskich Żydów została również wyprowadzona z rynku. W grupie tej znajdowały się osoby w różnym wieku, zarówno mężczyźni, kobiety i dzieci. Ludzi tych polscy mieszkańcy Jedwabnego wprowadzili do drewnianej, krytej strzechą stodoły znajdującej się za miastem, a następnie stodołę zamknęli, oblali naftą i podpalili. Pojawiały się pojedyncze relacje, że zdarzenie to dokumentowali fotograficznie Niemcy, jednak zdjęć takich nie odnaleziono. Według ustaleń śledztwa IPN zabójstwo to zostało zaplanowane i dokonane przez polskich cywilnych mieszkańców Jedwabnego i okolicznych miejscowości, w liczbie około 40 mężczyzn uzbrojonych w kije, orczyki i inne narzędzia. Zbrodni dokonano z niemieckiej inspiracji – niemieccy żandarmi i funkcjonariusze SD znajdowali się tego dnia w mieście i swoją obecnością przyzwalali na dokonanie morderstwa.

Jeden z oskarżonych o współudział w zbrodni, Jerzy Laudański, tak opisał w swych zeznaniach dalsze wydarzenia:

„Karolak Marian burmistrz miasta Jedwabnego, wydał nam rozkaz wszystkich Żydów znajdujących się na Rynku zagnać do stodoły ob. Śleszyńskiego Bronisława co i my uczyniliśmy. Przygnaliśmy Żydów pod stodołę i kazali wchodzić co i Żydzi byli zmuszeni wchodzić. Po wejściu do stodoły zamknęli stodołę i podpalili, kto podpalał tego ja nie widziałem. Po podpaleniu ja poszedłem do domu, a Żydzi spalili się w stodole. Wszystkich Żydów było więcej jak tysiąc osób”.

Do podpalenia użyto dwóch baniek nafty wydanych z postsowieckiego magazynu. Nie udało się jednoznacznie ustalić, kto ze sprawców zbrodni podłożył ogień.

Masowemu mordowi, tak samo jak w Radziłowie, towarzyszył rabunek mieszkań pomordowanych, a także obława na tych, którym udało się ukryć. Źródła mówią o konnych patrolach przeczesujących okolicę. Pozostała część mieszkańców Jedwabnego zachowała się biernie w czasie morderstwa i rabunków. Śledztwo IPN nie ustaliło, czy bierność ta wynikała z zastraszenia przez sprawców zbrodni, czy z przyzwolenia na nią.