Dwór Horodyńskich – posiadłość rodu Horodyńskich. Był wybudowany w Sieklówce, w województwie podkarpackim, w powiecie jasielskim, w gminie Kołaczyce.

Dwór został wzniesiony został na początku XX wieku przez Władysława Horodyńskiego, który w 1919 roku ożenił się z panną Marią Fierichówną i chciał wprowadzić swoją świeżo poślubioną małżonkę do nowego domu. Wybudował go w sąsiedztwie starszego dworu należącego do jego rodziców – Marii Bielańskiej i Kazimierza Horodyńskiego. Na podstawie jedynie ocalałego zdjęcia starego dworu można stwierdzić, że był mniej okazały niż nowy: posiadał stosunkowo wysoki dach pokryty dachówką, a wybudowany został z drewnianych belek wspartych na kamiennej podmurówce, prawdopodobnie uszczelnionych i wygładzonych gliną. Na ścianie frontowej widoczne są cztery okna, a także mały ganeczek z dwuspadowym daszkiem podpartym czterema drewnianymi belkami ustawionymi na murku (obok niego stała beczka – zapewne na deszczówkę). Dworek miał bielone ściany.

Władysław Horodyński przewiózł budulec na swój nowy dom, jak twierdzą niektórzy – z Niepli oddalonej o kilka kilometrów od Sieklówki. Dwór wzniesiono na kamiennym, wysokim fundamencie. Ściany oszalowano, zapewne dla ich uszczelnienia i dekoracji. Dwuspadowy dach pokryto czerwoną dachówką.

Budynek posiadał trzy wejścia: od strony południowej przez werandę. Od strony północnej – również przez werandę i od wschodu – główne, reprezentacyjne przez ganek. Ganek zajmował centralną część frontowej ściany wschodniej. Prowadziło do niego sześć murowanych półkolistych schodków otoczonych z prawej strony murkiem. Latem wystawiano tam w drewnianych skrzynkach rośliny doniczkowe, pnące się po murku i ścianie dworu, a już chyba najbardziej – po ścianach ganku. Przed nim, na dobrze utrzymanym gazonie, rosły ozdobne drzewka i kwiaty. Kwiaty znajdowały się też pod ścianami domu, a także wzdłuż alejek spacerowych. Na ganku, zawsze widnym ze względu na siedem okien i okienek, stał stół oraz kwietnik (zamiłowanie gospodarzy do kwiatów zdradzało nie tylko otoczenie, ale i wnętrze dworu). Stamtąd przechodziło się do przedpokoju, gdzie była rozsuwana szafa na ubrania. Posadzka tego pomieszczenia wyłożona została niewielkimi, kamiennymi płytkami, które mocno szorowano szczególnie z racji przyjazdu gości czy świąt. W przedpokoju grywano w brydża, szczególnie w długie jesienne i zimowe wieczory.

Z przedpokoju drzwi prowadziły: na lewo – do pokoju niani, na prawo – do pokoju Jasia; syna gospodarzy, na wprost – do salonu i jadalni. W salonie była drewniana podłoga przykryta dywanem oraz piec kaflowy (tak jak w pozostałych pokojach). Umeblowanie tworzyły: fotele i krzesła o miękkich wzorzystych obiciach z toczonymi nogami, rzeźbione i proste stoliki- jeden z nich stał pod dużym lustrem w ozdobnej ramie, wiszącym między oknami z widokiem na sad od strony zachodniej. Były na nim dwie dekoracyjne lampy naftowe ze szklanymi kulistymi kloszami i różne drobiazgi, między innymi muszle. Przed oknem stały na kwietniku rośliny doniczkowe, a spośród nich wyróżniały się palma i monstera dziurawa. Na ścianie wisiał kilim oraz portrety – między innymi dość duży portret przodka rodziny (córeczka Horodyńskich mówiła, że „wodził oczyma”, dlatego zawsze ze strachem przebiegała przez pokój, gdy była tam sama). Z salonu przechodziło się do jadalni.

Salon w dworze Horodyńskich W czasie okupacji niemieckiej stacjonujący we dworze Niemcy usunęli ścianę między salonem a jadalnią i zrobili z tych pomieszczeń świetlicę, wieszając w centralnym miejscu portret Hitlera. Natomiast po wojnie, uczniowie szkoły mieszczącej się w dworku mieli w dawnej świetlicy największe sale lekcyjne, gdzie występowali na akademiach: najpierw ku czci rewolucji socjalistycznej, a potem ofiar Katynia.

Z jadalni można było przejść do wąskiego korytarzyka w północnej części domu. Z korytarzyka wchodziło się: na lewo do kancelarii dziedzica, pokoiku służącej, kuchni (z kuchni do małej spiżarni), a po prawej stronie – do pokoju Zosi, sypialni państwa (stamtąd do łazienki) oraz toalety. Korytarzyk kończył się północną werandą, w której znajdowało się kilka schodków prowadzących na strych. W południowej części domu, oprócz pokoju niani, były jeszcze dwa pokoje gościnne z przedsionkiem. Stamtąd wychodziło się na werandę, a z niej – schodami na dziedziniec.

Podczas wojny ta część domu była zajmowana okresowo przez Niemców, udających się lub powracających z frontu wschodniego. Stacjonowała tu, między innymi, karna kompania żołnierzy, którzy w jednej z walk poddali się Amerykanom, a następnie zostali odbici przez Niemców. Podczas wysiedlenia wszystkich mieszkańców wsi latem 1944 roku, Niemcy panoszyli się po całym domu, dewastując go.

Do częściowo wkopanej w ziemię piwnicy dworu wchodziło się od strony południowej. Kamienne grube ściany wykończone cegłą – solidne fundamenty dla drewnianej budowli – kryły kilka dużych pomieszczeń oraz ciemny korytarz. I tak zaraz przy wejściu po lewej stronie korytarza znajdowała się pralnia. Kolejne drzwi prowadziły do największego lokum z dwoma okienkami, służącemu przechowywaniu warzyw – niektóre rosły tam całą zimę w grubej warstwie specjalnie nanoszonej ziemi. Natomiast po prawej stronie było pomieszczenie na ziemniaki, które zsypywano przez okienko obok ganku, a naprzeciwko pralni – schowek na zapasy nafty potrzebnej do lamp. Piwnica znajdowała się pod południową częścią domu.

W 1944 roku, w czasie ustabilizowania się linii frontu rosyjsko-niemieckiego koło Frysztaka, hitlerowcy zrobili sobie schron właśnie w tej piwnicy. Gdy rodzina Horodyńskich wróciła do domu po wyzwoleniu Jasła i okolic, zastała splądrowany dwór, a w piwnicy – list napisany tylko do połowy przez żołnierza niemieckiego, zapewne zaskoczonego nagłą ofensywą.

Dwór otaczał piękny park ze starym, mieszanym drzewostanem. Rosły tam brzozy, lipy, sosny, dęby, graby, topole, a niedaleko bramy wjazdowej – kasztanowiec.

Gdy do Sieklówki zbliżał się front wschodni, Niemcy wybudowali w parku bunkry: jeden był nad stawem, drugi – w okolicach lodowni. W tym celu wycięli wiele drzew. Ściany bunkrów ponoć wyłożyli złocistą tapetą, a żołnierskie posiłki jedli tam na porcelanowej zastawie Horodyńskich. Bunkry miały łączność telefoniczną z dworem.

Na granicy parku, nad skrzyżowaniem drogi do dworu z drogą do czworaka, stał pod wiekową lipą krzyż, a obok niego ławeczka. Pod krzyżem zakopano butelkę z informacją, że został postawiony w czasie okupacji niemieckiej, jednak po latach butelki nie udało się odnaleźć.

Krzyż na granicy posiadłości Park, wraz z sadem i ogrodem warzywnym, zajmowały powierzchnię ponad jednego hektara. Grządki znajdowały się powyżej stawu i nad polną drogą prowadzącą ku Lublicy. Posiadłość ogrodzona była drewnianym płotem od strony północnej i wschodniej, a od południa i zachodu (ogród warzywny i część sadu z parkiem)- płotem plecionym.

Schodząc od dworu w kierunku południowym, dochodziło się do stawu rybnego. Po dosyć dużym i dobrze utrzymanym zbiorniku pływano czymś w rodzaju koryta wydrążonego w pniu drzewa. Stanowiło to nie lada atrakcję dla letników, licznie przybywających do państwa Horodyńskich w czasie wakacji. Większą rozrywkę stanowiły tylko eskapady wozem myśliwskim nad oddaloną o osiem kilometrów od Sieklówki Wisłokę, gdzie było kąpielisko.

Staw rybny Tuż za stawem i rzeczułką stał budynek mieszkalny, tzw. czworak, w którym mieszkało cztery rodziny należące do dworskiej służby. Czworak posiadał dwie izby od południa i dwie izby od północy (do rodziny należała jedna izba). Każda z nich miała sień, komorę i część strychu, a kuchenne piece były podłączone do jednego komina. Wodę do celów konsumpcyjnych czerpano ze źródełka na łące oddalonego o jakieś 200 metrów od budynku, natomiast wodę do prania noszono z przepływającej nieopodal rzeczki. Czworak miał przybudówkę z przeznaczeniem na chlew i kurnik. Podczas wojny w czworaku mieszkała rodzina repatriantów z Kalisza przygarnięta przez Horodyńskich.

W ogrodzie za dworem od strony zachodniej, w małej dolince koło jeszcze dziś rosnącego starego dębu, znajdowała się przykryta strzechą lodownia, czyli pomieszczenie chłodzone przez naturalny lód, gdzie przechowywano mięso i nabiał. Przypominała piwnicę wkopaną w ziemię (tzw. ziemiankę). Pod wiosnę wożono do niej krę ze stawu. Lód utrzymywał się w plewach przez cały rok. Nawet latem było tam bardzo zimno, dzięki czemu żywność nie psuła się. Klucze do lodowni miała zaufana osoba – kucharka.

W północno-zachodniej części posiadłości stała jedyna stodoła (tzw. duże gumno) kryta słomą – pozostałe budynki miały dachy z czerwonej dachówki. Konstrukcja wsparta była na filarach. Ściany tworzyły grube deski zakładane w poprzek słupów. Stodoła zawaliła się podczas wichury w 1945 roku.

Tuż obok znajdowały się dwie inne duże stodoły o ścianach z grubych desek. W jednej z nich przed paroma laty skupowano zwierzęta przeznaczone do uboju – została ona zburzona dopiero na początku XXI wieku, gdyż w jej sąsiedztwie wybudowano nową szkołę. Niedaleko stodoły stał rzadko używany kierat pokryty strzechą. W pewnym okresie składowano w nim siano.

Jedynym budynkiem posiadającym piętro i zbudowanym w całości z cegieł był spichlerz. Na jego parterze znajdowały się: drewutnia, magazyny, wozownia i garaż (z samochodem na drewnianych resorach), a na piętrze – pomieszczenie do przechowywania zboża. Przy spichlerzu dobudowano szopę na narzędzia rolnicze. Po wojnie spichlerz spełniał różne funkcje – na piętrze odbywały się nawet zabawy ludowe. Dziś w jego miejscu stoi budynek nowej szkoły. Za dworem, niedaleko spichlerza, stała głęboka studnia, której wnętrze wyłożono kamieniem. Wodę czerpano dużymi, drewnianymi wiadrami. Podczas kręcenia kołem puste wiadro szło w dół, a jednocześnie – pełne do góry. Obok studni było, prawie ośmiometrowe, wydrążone w drzewie koryto do pojenia bydła.

Zimną, krystalicznie czystą wodę ze studni doceniali mieszkańcy dworu i służba – zawsze stała w dzbanku na dworskim stole. Zaraz przy bramie wjazdowej do dworu, po drugiej stronie drogi prowadzącej do wsi i przysiółku rzeki, znajdował się podpiwniczony budynek składający się z kilku pomieszczeń. Zwykle mieszkały w nim trzy rodziny (zajmowały cztery izby) pracujące stale przy obrządku bydła. Oprócz tego były tam jeszcze: pokój karbowego (w pewnym okresie – warsztat rymarski), kuchnia dla czeladzi (gdzie odbywały się czasem potańcówki) i pomieszczenie gospodarcze (tzw. stolarnia) oraz dwa przedsionki.

W poprzek drogi znajdowały się połączone ze sobą chlewnia z kurnikiem na piętrze oraz stajnia dla bydła. Stajnia dla bydła posiadała oddzielne stanowiska dla krów (każda krowa miała przymocowaną nad żłobem tabliczkę ze swoim imieniem, datą urodzenia i innymi danymi), cieląt, wołów i buhaja. Pomiędzy stajnią dla bydła a stajnią dla koni składowano nawóz zwierzęcy w betonowej gnojowni. Obornik wynoszono na drewnianych nosidłach, a gnojowica płynęła do zbiorników murowanym kanałem. W okolicach stajni było przeważnie okropne błoto. W stajni dla koni stały osobno konie do bryczki (tzw. cugowe), konie pociągowe i źrebięta. Od strony zachodniej był wybieg dla źrebiąt oraz skład drewna opałowego (tzw. notoń).

Ściany zabudowań gospodarczych (oraz tego przy bramie wjazdowej) składały się ze szkieletów słupów i belek drewnianych wypełnionych cegłą – tzw. murów pruskich. Wszystkie budynki gospodarcze wzniesiono na kamiennej, miejscami wysokiej podmurówce. Do niektórych prowadziły kamienne chodniki. Zabudowania utrzymano schludnie, wszędzie panował porządek.

W okresie PRL-u opisane budynki miały różne przeznaczenie i stopniowo ulegały dewastacji. Ocalał jedynie dwór, który z zewnątrz wygląda dziś prawie tak samo jak na początku XX wieku, dzięki temu, że do 2001 roku mieściła się w nim szkoła podstawowa.