Rajd na Saint-Nazaire (operacja Chariot) – brytyjski atak na niemiecką bazę morską we francuskim porcie Saint-Nazaire podczas II wojny światowej. Akcja została przeprowadzona w nocy 28 marca 1942 roku połączonymi siłami Royal Navy i komandosów British Army. Jej głównym celem był suchy dok – ówcześnie największy na świecie i jedyny na okupowanym atlantyckim wybrzeżu zdolny pomieścić niemiecki pancernik „Tirpitz”.

Plan ataku zakładał staranowanie zewnętrznych wrót doku przez niszczyciel HMS „Campbeltown”, pod którego pokładem złożone zostały ładunki wybuchowe z zapalnikami czasowymi. W tym samym czasie miał nastąpić desant komandosów, których zadaniem było unieszkodliwienie niemieckich stanowisk obronnych i dokonanie jak największych zniszczeń infrastruktury portowej. Po wypełnieniu swych zadań komandosi mieli powrócić na okręty i ewakuować się, zanim nastąpi eksplozja ładunków wybuchowych na niszczycielu, a w rezultacie destrukcja doku. Rajd, pomimo komplikacji i pozornego fiaska, zakończył się brytyjskim sukcesem – w opóźnionej eksplozji niszczyciela suchy dok został wyłączony z użytku na następne 5 lat. Rajd został jednak okupiony ciężkimi stratami. Zaledwie 3 z 18 okrętów, które wzięły udział w ataku, powróciły do Wielkiej Brytanii. Spośród ponad 250 komandosów tylko nielicznym udało się uniknąć śmierci lub niemieckiej niewoli.

Ze względu na rozmach i powodzenie operacji, w brytyjskiej tradycji militarnej znana jest ona również pod nazwą „największego z rajdów” (the greatest raid of all), a także „największego rajdu wszech czasów” (the greatest raid of all time).

Tło operacji thumb|left|Dok Normandie (stan z 2007 r.) thumb|Pancernik „Tirpitz” Port w Saint-Nazaire miał dla Kriegsmarine szczególne znaczenie z dwóch powodów. Po pierwsze był główną bazą niemieckich okrętów podwodnych na francuskim wybrzeżu. W jego masywnych betonowych bunkrach stacjonowała 6. i 7 Flotylla U-Bootów. Po drugie znajdował się tam największy na świecie suchy dok Forme Écluse Joubert. Został uruchomiony w 1934 roku specjalnie na potrzeby wielkiego francuskiego liniowca SS „Normandie” (stąd zwany jest również „Dokiem Normandie”). Miał 350 metrów długości i 50 szerokości, co umożliwiało remontowanie w nim największych okrętów niemieckiej marynarki wojennej, przede wszystkim pancernika „Tirpitz”. Okręt ten osiągnął gotowość operacyjną w styczniu 1942 roku, wypełniając lukę po zatopionym „Bismarcku”. Brytyjczycy uważali, że stanowi potencjalnie wielkie zagrożenie dla ich transatlantyckich konwojów; stał się więc celem numer jeden Home Fleet. „Zniszczenie lub nawet uszkodzenie tego okrętu jest obecnie naszym największym zadaniem na morzu” – napisał wkrótce po wejściu do służby pancernika Winston Churchill. Sama jego obecność w pobliżu brzegów Wielkiej Brytanii (stacjonował w Norwegii) wiązała 4 brytyjskie i 2 amerykańskie pancerniki. Wyeliminowanie „Tirpitza” okazało się jednak zadaniem niezwykle trudnym. Dopóki przebywał w głębokich norweskich fiordach, był poza zasięgiem rażenia brytyjskiego lotnictwa oraz okrętów podwodnych. Nie mogąc zniszczyć pancernika, Brytyjczycy postanowili ograniczyć możliwości jego poruszania się. Wychodzący w morze okręt musiał mieć zagwarantowaną możliwość remontu i usunięcia ewentualnych uszkodzeń, które mogłyby powstać w czasie rejsu i walki. Jedynym miejscem na atlantyckim wybrzeżu, gdzie „Tirpitz” mógł przejść takie naprawy był właśnie suchy dok w Saint-Nazaire.

Zadanie zniszczenia Doku Normandie otrzymał jeszcze w 1941 roku RAF, jednak przeprowadzone naloty nie wyrządziły większych zniszczeń. Przyczynami niepowodzenia były duża wytrzymałość stalowych i betonowych instalacji portowych, niedoskonała na tym etapie wojny technika nocnych nalotów bombowych oraz chęć uniknięcia strat wśród francuskiej ludności cywilnej. Brytyjskie dowództwo rozważyło zatem sięgniecie po inne środki. Zdaniem Royal Navy dużą operację desantową uniemożliwiało położenie portu, który znajdował się 8 km w głębi estuarium Loary. Obawiano się, że flota desantowa zostałaby wykryta i zatopiona przez ulokowaną na obu brzegach rzeki silną artylerię nadbrzeżną, zanim zdołałaby zbliżyć się do celu. Wykluczono również sabotaż. SOE uznała za nierealne dostarczenie do portu przez jej agentów wielkiej ilości materiałów wybuchowych, jaka była potrzebna do zniszczenia doku. Ostatecznie tym, który podjął się opracowania planu wyeliminowania suchego doku okazał się lord Louis Mountbatten. Mountbatten, jako Szef Operacji Połączonych, był odpowiedzialny za organizowanie rajdów na tereny okupowane przez III Rzeszę. Do swojej dyspozycji miał specjalnie do tego przeznaczone oddziały komandosów zorganizowane w 12 oddziałów, wielkości batalionu każdy, zwanych Commando. To właśnie ich siłami miała zostać przeprowadzona operacja.

Plan operacji 31 stycznia 1942 roku Mountbatten nakazał zespołowi pod kierownictwem kmdr. Hughes-Halleta stworzyć wstępny zarys operacji. Do jego opracowania wykorzystano m.in. plany Doku Normandie, informacje wywiadu, a także dostarczoną przez RAF szczegółową makietę portu i zdjęcia lotnicze. 7 lutego gotowy projekt został przedłożony przedstawicielom Admiralicji.

thumb|Brytyjscy komandosi (1942) Dwa specjalnie zmodyfikowane niszczyciele miały nocą wedrzeć się do Saint-Nazaire. Jeden z nich wyładowany materiałami wybuchowymi miał staranować południowe wrota suchego doku, a z jego pokładu mieli wtargnąć do portu komandosi. Ich zadaniem było (kolejność według priorytetu): zniszczyć północne wrota Doku Normandie wysadzić kluczowe obiekty infrastruktury portowej (m.in. stację pomp, mosty, elektrownię, zbiorniki z paliwem) zniszczyć śluzy, czyniąc portowy basen podatnym na pływy morskie w razie możliwości zaatakować zakotwiczone w porcie statki i okręty. Drugi niszczyciel dałby komandosom osłonę ogniową, a po wypełnieniu przez nich zadań zapewniłby im ewakuację. Po jej zakończeniu niszczyciel-taran miał eksplodować, niszcząc południowe wrota doku i wszystko w ich pobliżu. W trakcie trwania całej akcji 350 bombowców RAF-u miało bombardować cele w mieście i jego okolicach, paraliżując ewentualne niemieckie kontrataki. Datę operacji wyznaczono na koniec marca, czyli prognozowany okres wyjątkowo silnych przypływów. Dzięki temu niszczyciele mogłyby przepłynąć przez mielizny, omijając tor wodny, który był pod stałą obserwacją niemieckich artylerzystów. Plan został oceniony jako ekstremalnie ryzykowny, ale wykonalny.

Zanim jednak przystąpiono do jego realizacji, nastąpiły w nim istotne zmiany. Zamiast dwóch niszczycieli Royal Navy zgodziła się przekazać Mountbattenowi tylko jeden. W zastępstwie drugiego Admiralicja obiecała wyasygnować flotyllę małych ścigaczy okrętów podwodnych, która miała zabrać na pokład część komandosów oraz zapewnić środki ewakuacji. Zdecydowano się także ograniczyć wsparcie lotnicze (RAF ostatecznie obiecał zaledwie 60 bombowców). Ponadto aby zminimalizować straty wśród ludności cywilnej, bombardowanie miało nastąpić jedynie w razie dobrej widoczności. 3 marca zrewidowany plan uzyskał akceptację Komitetu Szefów Sztabu. Operacji nadano kryptonim „Chariot” (Rydwan).

Przygotowania Komandosi thumb|upright|Charles Newman Działaniami komandosów miał pokierować 38-letni podpułkownik Charles Newman. Był dowódcą 2 Commando i weteranem kampanii norweskiej 1940 roku. Spośród żołnierzy swojego oddziału wybrał setkę najlepszych komandosów, którzy zostali następnie poddani intensywnemu szkoleniu w nocnej walce w warunkach miejskich. Z ich sił sformowano mające zniszczyć stanowiska ogniowe nieprzyjaciela 14-osobowe zespoły szturmowe, a także kilkuosobowe zespoły osłony, których zadaniem była bezpośrednia ochrona zespołów saperskich. Ich uzbrojenie stanowiły granaty, pistolety maszynowe Thompson, ręczne karabiny maszynowe Bren oraz lekkie moździerze.

Zespoły saperskie sformowano z około 150 komandosów wyselekcjonowanych z 1, 3, 4, 5, 9 i 12 Commando. Ich rola była szczególnie ważna, bowiem polegała na zniszczeniu kluczowych instalacji portowych. W tym celu musieli posiąść specjalistyczną wiedzę na temat materiałów wybuchowych oraz zasady działania obiektów i maszyn, które mieli zniszczyć. Szkoleniem w tym zakresie kierował kpt. Pitchard, który miał za sobą zarówno pracę dokera oraz służbę w Royal Engineers. Odbywało się ono w portach w Cardiff i Southampton. Każdy zespół został przydzielony do wysadzenia w Saint-Nazaire konkretnego obiektu i przeprowadzał symulacje na jego odpowiedniku w tych portach. Suchy dok w Southampton miał tę wielką zaletę, że był niemal kopią Doku Normandie. Ćwiczenia odbywały się w ciemnościach oraz często w zdekompletowanych składach, tak aby każdy żołnierz był przygotowany na przejęcie zadania poległego kolegi. Każdy kilkuosobowy zespół saperski przenosił ponad 150 kg materiałów wybuchowych oraz młoty, łomy i siekiery. Jedynym uzbrojeniem ich członków były pistolety. Ich bezpieczeństwo leżało więc całkowicie w rękach zespołów osłony.

Royal Navy thumb|upright|Robert Ryder Za morską część operacji odpowiadał 34-letni komandor porucznik Robert „Red” Ryder. Był to doświadczony oficer Royal Navy o bogatej karierze. Służył na okręcie podwodnym, dowodził szkunerem podczas 3-letniej wyprawy na Antarktydę, był oficerem na HMS „Warspite”, a po wybuchu wojny kapitanem fregaty oraz statku-pułapki. Udział w rajdzie miał być dla niego szansą na rehabilitację po tym, jak kilka miesięcy wcześniej został oddelegowany do służby na lądzie za utratę okrętu w wyniku kolizji z inną jednostką. Jego zadaniem było teraz dostarczyć do Saint-Nazaire wyładowany materiałami wybuchowymi niszczyciel oraz ponad 250 komandosów Newmana, osłaniać ich działania ogniem ze swoich pozostałych okrętów, a następnie dowodzić akcją ewakuacyjną. Pierwotnie niszczycielem wyznaczonym do wzięcia udziału w operacji był polski ORP „Burza”. Był on nietypową jednostką w alianckiej flocie, więc Anglicy mieli stałe kłopoty z dobieraniem części zamiennych oraz uzupełnieniem jego wyposażenia. Na poświęcenie okrętu nie wyraziło jednak zgody kierownictwo Polskiej Marynarki Wojennej. Z podobnych przyczyn rozważano użycie francuskiego niszczyciela „Ouragan”, jednak z pomysłu zrezygnowano, nie chcąc wtajemniczać w plan ataku ludzi de Gaulle’a.

thumb|left|USS „Buchanan”, czyli późniejszy HMS „Campbeltown” (wygląd z 1936 r.) Ryderowi przekazano więc niszczyciel HMS „Campbeltown”. Była to przestarzała jednostka amerykańskiej produkcji, którą Brytyjczycy otrzymali w 1940 roku w ramach porozumienia „niszczyciele za bazy”. Na potrzeby rajdu został on poddany licznym modyfikacjom. Z okrętu usunięto wszelkie zbędne wyposażenie, aby maksymalnie zmniejszyć jego zanurzenie. Na mostku oraz wzdłuż burt zamontowano metalowe płyty mające dać choć minimalną osłonę obecnym na pokładzie komandosom. Siłę ognia niszczyciela zwiększono przez zastąpienie przedniego działa kalibru 4 cal. działem 12-funtowym oraz zamontowanie 8 dodatkowych automatycznych armatek Oerlikon 20 mm. Ponadto aby zmylić czujność garnizonu Saint-Nazaire, „Campbeltown” został upodobniony do niemieckiego torpedowca typu Raubvogel. W tym celu usunięto dwa kominy, a dwóm pozostałym zmieniono radykalnie wygląd. W końcu pod pokładem okrętu (w przestrzeni między podstawą dziobowego działa a pomostem) w stalowych kontenerach umieszczono blisko 4,5-tonowy ładunek 24 bomb głębinowych Mk VII zawierających w sumie 3,17 t amatolu. Bomby połączono wodoodpornymi zapalnikami zespolonymi tzw. zapalnikiem ołówkowym, uzbrajającym się w wyniku uderzenia i działającym z około 8-godzinnym opóźnieniem. Aby utrudnić Niemcom odkrycie ładunków, całość pokryto warstwą betonu. Ponadto załoga niszczyciela została zredukowana do bezwzględnego minimum.

thumb|left|MGB 314