thumb|Borys Jelcyn, przywódca strony prezydenckiej thumb|Aleksandr Ruckoj, przywódca strony parlamentarnej Kryzys konstytucyjny w Rosji w 1993 r. (niekiedy przez zwolenników parlamentu określana mianem drugiej rewolucji październikowej) – napięcie polityczne w Federacji Rosyjskiej pomiędzy prezydentem a parlamentem, wynikające ze sporu o kształt ustrojowy państwa.
Geneza kryzysu W latach 90. XX wieku Rosję nękało wiele problemów. Rosło niezadowolenie obywateli spowodowane spadkiem jakości życia, wzrostem inflacji, szalejącą korupcją i przestępczością oraz istnieniem kasty ludzi, którzy za pomocą przekrętów wzbogacili się na konwersji państwa na kapitalizm kosztem obywateli. Rada Najwyższa (izba parlamentu mająca korzenie z czasów sowieckich) o taki stan rzeczy oskarżyła premiera Jegora Gajdara odpowiedzialnego za transformację gospodarczą. Był to początek rozłamu pomiędzy prezydentem Borysem Jelcynem i stojącym za nim rządem, a Radą Najwyższą, na czele której stał Rusłan Chasbułatow. Prezydent planował zreformować system tak, aby jak najwięcej władzy przypadło jego urzędowi. W tym celu w przemówieniu telewizyjnym przedstawił plan „specjalnej procedury zarządzania państwem”, który zakładał zastąpienie Rady Dumą Państwową (organ istniejący za czasów carskich) oraz nadaniem części jej uprawnień sobie. Trybunał Konstytucyjny Rosji orzekł, że tak daleko idące reformy są niezgodne z konstytucją. 25 kwietnia przeprowadzono referendum, w którym obywatele mieli odpowiedzieć na następujące pytania: Czy ufasz Prezydentowi Federacji Rosyjskiej Borysowi Jelcynowi? (58,7% na tak) Czy popierasz politykę społeczno-gospodarczą prowadzoną przez Prezydenta i Rząd Federacji Rosyjskiej? (53% na tak) Czy uważasz za konieczne przeprowadzenie przedterminowych wyborów prezydenckich? (49,5% na tak) Czy uważasz za konieczne przeprowadzenie przedterminowych wyborów Deputowanych ludowych Federacji Rosyjskiej? (67,2% na tak)
Wyniki (oraz ich uznanie przez Komisję wyborczą) dały Jelcynowi zielone światło do wdrożenia reform. Kilka dni później w gazecie „Izwiestija” opublikowano projekt znowelizowanej konstytucji, która (jak się później okazało) różniła się od tej którą planował wprowadzić Prezydent. Jako że nie łamała ona aktualnego dokumentu w sposób rażący, konflikt na jakiś czas ucichł. 5 czerwca pracę rozpoczęła Konferencja Konstytucyjna.
Konflikt między obozem prezydenckim a Radą Najwyższą odżył 1 września. Wtedy to Jelcyn podpisał ukaz nr 1328 zawieszający w pełnieniu obowiązków wiceprezydenta Aleksandra Ruckoja, który wielokrotnie wcześniej negatywnie wyrażał się na temat polityki swojego przełożonego. Jako powód podano skłonności Ruckoja do korupcji (które, jak się potem okazało, zostały sfałszowane). Dwa dni później Rada Najwyższa zaskarżyła Jelcyna do Trybunału Konstytucyjnego, który zamierzał przeprowadzić śledztwo w tej sprawie. Do tego czasu dekret prezydencki został zawieszony.
Początek kryzysu Za właściwy początek kryzysu uznaje się datę 21 września. Wtedy to Jelcyn podpisał ukaz nr 1400 zakładający rozwiązanie Rady Najwyższej oraz przeprowadzenie w dniach 11–12 grudnia wyborów do nowo powstałej Dumy. Takie działanie zgodnie z art. 121 ówczesnej konstytucji automatycznie usuwało go z urzędu, jednak de facto wciąż to on rządził. Następnego dnia w budynku Rady Najwyższej (zwanym „Białym Domem” lub Izbą Sowietów) zaczęli się gromadzić ludzie niezadowoleni z poczynań Jelcyna. 23 września podczas protestów doszło do pierwszych ofiar – zwolennicy Rady zaatakowali kwaterę Połączonych Sił Zbrojnych WNP, podczas którego zginęły 2 osoby. Następnego dnia parlament ogłosił, że w związku z konstytucyjnym usunięciem prezydenta z urzędu jego obowiązki będzie pełnił Aleksandr Ruckoj (do czasu wyborów zaplanowanych najpóźniej na 1994 rok). Na przełomie września i października obie strony podpisywały dekrety w związku z zaistniałą sytuacją – Jelcyn powołał komisję ds. przeprowadzenia wyborów do Dumy, a Ruckoj rozkazał usunąć ze stanowiska premiera Wiktora Czernomyrdina. W tym czasie nic nie wskazywało na tragiczne wydarzenia, które miały mieć miejsce już niedługo. 28 września na stacji metra Barrikadnaja w wyniku starć zmarł mechanik Walentin Klimow. Był to tylko zwiastun krwawych wydarzeń, które dopiero będą miały miejsce w Moskwie w najbliższych dniach.
Eskalacja 3 października odbyć się miał strajk generalny zwolenników konstytucji zaplanowany na godzinę 14.00, jednak już od 12.00 na Placu Kałużnym zaczęli gromadzić się członkowie antyjelcynowskiego Frontu Ocalenia Narodowego. Na 40 minut przed wiecem Ruckoj zasugerował swojemu współpracownikowi Wiktorowi Anpiłowowi odwołanie całego wydarzenia ze względu na otrzymanie informacji o możliwych prowokacjach ze strony służb, jednak zdecydowano, że na to jest już za późnoДоклад Комиссии Государственной Думы Федерального Собрания Российской Федерации по дополнительному изучению и анализу событий, происходивших в Москве 21 сентября – 5 октября 1993 года..
O planowanej godzinie na placu pod pomnikiem Włodzimierza Lenina zebranych było co najmniej kilka tys. osób. W ostatniej chwili rada miejska Moskwy cofnęła wcześniej nadane pozwolenie na organizację protestu, przez co jednostki prewencji nakazały zgromadzonym rozejść się, na co jednak nie przystano. OMON zamykał kordonami wszystkie wejścia na plac, jednak liczba demonstrantów stale rosła. W tłumie rosło napięcie podsycane przez potyczki słowne ludzi z milicjantami oraz pamięć o wcześniejszym brutalnym działaniu OMON-u. Anpiłow, wbrew działaczom FON-u, podjął decyzję o skierowaniu ludzi do Domu Sowietów, na co przystała większość ludziДмитрий Окунев, Пошли к Белому дому: как Россия избежала Гражданской войны, 03 октября 2018, gazeta.ru.. Pochód zatrzymał się na Moście Krymskim, gdzie milicja z tarczami zablokowała przejście. Doszło do starcia, z którego zwycięsko wyszli protestujący. Podobne „zwycięstwa” na Placu Zubowskim oraz Smoleńskim dodały manifestantom animuszu i werwy. Policjanci wycofywali się porzucając swoje tarcze i pałki, które zabierał tłum. Po starciu obie strony miały rannych. O 14.30 zdymisjonowany przez Ruckoja gen. dyw. Władimir Pankratow nakazał umieścić w pobliżu Białego Domu transportery opancerzone. Na place zdobyte przez zwolenników Rady wysłano kilka ciężarówek z żołnierzami wojsk wewnętrznych, które jednak już po kilku minutach musiały się wycofać porzucając większość pojazdów. Około 15.00 Borys Jelcyn, dowiadując się o zamieszaniu w stolicy, poleciał śmigłowcem na Kreml. Kilkadziesiąt minut później doszło do starcia pod budynkiem moskiewskiego ratusza przy ul. Nowy Arbat. Policja używała strzelb KS-23 załadowanych granatami z gazem łzawiącym. Wtedy też demonstranci zaczęli wykazywać zachowania agresywne. Osoby na czele pochodu uzbrojone były w metalowe pręty i kamienie, którymi ciskano w stróżów prawa. Milicja po raz kolejny zmuszona była się wycofać, dzięki czemu tłumowi udało się zdobyć pojazd dowodzenia R-142M i rozebrać postawione wcześniej bariery. W wyniku braku jakichkolwiek sukcesów w prewencyjnym przywracaniu porządku dowództwo OMON-u zezwoliło swoim funkcjonariuszom na otwarcie ognia z ostrej amunicji nad głowami tłumu z karabinków szturmowych oraz z WKM-u zamontowanego na stojącym obok BTR. Udało im się spowodować panikę i ucieczkę części demonstrantów, jednak były to efekty chwilowe. W tym samym czasie w innej części miasta protestujący przełamali kordon w pobliżu hotelu „Mir”. Ruckoj wszedł na częstotliwość milicyjnego radia i wezwał funkcjonariuszy, by nie używali broni. W Domu Sowietów pracę rozpoczęły punkty medyczne opatrujące rannych od ostrzału. Policjanci i żołnierze wojsk wewnętrznych wycofali się w pobliże ambasady USA.
Po godzinie 15 doszło do strzelaniny. Kilkunastu bojowników skrajnie prawicowej organizacji „Rosyjskie Zjednoczenie Narodowe”, stojącej po stronie Rady Najwyższej, uzbrojeni w karabinki zmagazynowane w Białym Domu, nawiązali walkę z Milicją ochraniającą urząd mera Moskwy. Nie wiadomo kto jako pierwszy oddał strzały, jednak sytuacja mocno eskalowała. W celu wsparcia, pod broń „powołano” także trzech członków straży mianowanego przez Ruckoja wiceministra obrony Albierta Makaszowa, a reszta demonstrantów przebiła się zdobycznymi ciężarówkami przez szklane drzwi budynku. Oddziały porządkowe ze strachu wycofały się z budynku, przez co przeszedł on w ręce zwolenników Rady Najwyższej. Po chwili zdobyto też hotel „Mir”, gdzie doszło linczu na jednym z żołnierzy. Po tych spektakularnych sukcesach na przemówienie wyszedł Aleksandr Ruckoj. Wezwał on swoich bojowników do szturmu na ratusz oraz na budynek telewizyjny „Ostankino”. Stojący obok Chasbułatow przeprowadził apel do żołnierzy, których wezwał do zaatakowania Kremla i uwięzienia Jelcyna w więzieniu Matrosskaja Tiszyna. Już wcześniej jedna jednostka wojskowa opowiedziała się po stronie Rady. Niejaki płk Wasiliew ogłosił, że on i jego 150 podkomendnych są lojalni wobec Ruckoja. Żołnierze jednak szybko ulotnili się z tego miejsca, rzekomo pod pretekstem uzupełnienia broni, lecz już nigdy nie wrócili.
Bezpośrednio po przemówieniu demonstranci zaczęli formować oddziały bojowe. O 16.00 przybyli pod budynek ratusza. Albiert Makaszow przez megafon wezwał będących wewnątrz milicjantów i żołnierzy do złożenia broni. Wtedy zaczęli oni jeden po drugim opuszczać pozycję, po czym ich zatrzymano i odesłano do Domu Sowietów. Wśród zatrzymanych znalazł się zdymisjonowany przez Ruckoja zastępca mera Moskwy Aleksandr Bragiński. Rozsiewane wszędzie plotki o rzekomym strzelaniu do cywilów przez służby porządkowe poskutkowały dotkliwym pobiciem i brutalnym traktowaniem schwytanych milicjantów. Demonstrantom udało się złapać porzuconą ciężarówkę OMON-u z granatnikiem przeciwpancernym w środku. Od tego czasu zwolennicy Rady dysponowali kilkunastoma pojazdami. Ze względów bezpieczeństwa, dowódca wojsk wewnętrznych gen. Anatolij Kulikow nakazał swoim ludziom uzbrojonym jedynie w pałki i tarcze wycofać się i uzbroić w broń palną. W tym czasie Ruckoj ogłosił nowe nominacje – ministrem spraw wewnętrznych został Wasilij Truszyn, a ministrem ds. zadań specjalnych został Andriej Dunajew. W tym czasie poruszając się kolumną ciężarówek zwolennicy Rady kierowali się na Ostankino. W czasie trasy napotykano policjantów, jednak żadna ze stron nie atakowała drugiej.
Tymczasem strona prezydencka podejmowała pierwsze kroki w celu stłumienia buntu. Jelcyn podpisał ukaz o stanie wyjątkowym na terenie Moskwy, a minister obrony gen. Pawieł Graczow postawił w stan gotowości bojowej dywizję tamańską. Co ciekawe, dwa lata wcześniej ta sama dywizja w trakcie Puczu Janajewa wkroczyła do miasta i stanęła po stronie Borysa Jelcyna, który wtedy był prezydentem Rosyjskiej FSRR. Anatolij Kulikow wezwał jednostkę operacyjną „Witiaź” pod dowództwem ppłk Siergieja Łysiuka do obrony Ostankina, której zezwolono na odpowiedzenie ogniem w przypadku strzelaniny z buntownikami. W tym samym czasie w Monasterze Daniłowskim toczyły się negocjacje pomiędzy przedstawicielami obu stron, których arbitrem był Patriarcha moskiewski i całej Rusi Aleksy II.
Członkowie jednostki „Witiaź” przybyli do Ostankina prawie równocześnie z demonstrantami. Jeden z pojazdów staranował bramę umożliwiając ludziom wejście na teren ośrodka. Makaszow przy tym wezwał podległych mu ludzi do nieniszczenia mienia na jego terenie. Protestujący wdarli się do budynku ASK-1 i domagali się emisji na żywo. Pracownicy stacji zasłaniali się brakiem upoważnienia do takiego działania i poszli „skontaktować się z kierownictwem”. Gdy pracownicy przestali się odzywać do Makaszowa, nakazał on swoim ludziom wyjść na ulicę. W tym czasie żołnierze zaczęli zajmować pozycje w budynku telewizyjnym.