Incydent Laconii – wydarzenie z okresu II wojny światowej związane z zatopieniem przez niemiecki okręt podwodny U-156 brytyjskiego statku „Laconia”, podjęciem przez dowódcę okrętu akcji ratowania rozbitków, a następnie atakiem na niemiecką jednostkę przez amerykański samolot bombowy. Skutkiem zdarzenia dowódca niemieckiej floty podwodnej admirał Karl Dönitz wydał rozkaz, znany pod nazwą Laconia-Befehl, nakazujący zaniechanie ratowania rozbitków z zatopionych jednostek. Rozkaz ten stał się po wojnie podstawą oskarżenia admirała przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym w Norymberdze o zbrodnie wojenne.
Niemiecki rajd na południowy Atlantyk Bardzo dobre wyniki działalności dwudziestu ośmiu niemieckich U-Bootów operujących wczesnym latem 1942 roku na południowym Atlantyku oraz większa dostępność „podwodnych zbiornikowców”, skłoniły admirała Dönitza do nakazania kontynuowania patroli w tym rejonie także w końcowym okresie lata oraz jesienią. Niemieckie dowództwo podzieliło skierowane na południowy Atlantyk okręty na trzy grupy: Iltis. W jej skład wchodził oraz, należące poprzednio do grupy Blücher, pięć okrętów podwodnych typu VII. Wilcze stado Iltis („Tchórz”) otrzymało obszar operacyjny rozciągający się na południe od Azorów aż po Freetown (ówczesna Brytyjska Afryka Zachodnia), w którym miało tropić i zwalczać konwoje SL (łączące Afrykę zachodnią z Anglią). Dwa okręty typu VII: (U-406 oraz U-214) powróciły wkrótce do Francji, natomiast pozostałe cztery kontynuowały patrol w kierunku Freetown, nie napotkawszy jednak żadnych konwojów. Eisbär. Złożona była z czterech okrętów typu IXC wspieranych przez zbiornikowiec U-459. Grupa Eisbär („Niedźwiedź polarny”) miała prowadzić operacje w rejonie Kapsztadu, po czym w razie możliwości i celowości, udać się dalej na Ocean Indyjski. Jeden z okrętów tej grupy, dowodzony przez Wernera Hartensteina U-156, płynąc na południe dołączył 27 sierpnia 1942 roku do atakującej konwój SL 119 grupy Blücher i zatopił brytyjski frachtowiec „Clan Macwhirter”. zgrupowanie „krążowników podwodnych”. Nie będąc formalnie grupą – w związku z czym nie posiadało nazwy – składało się z czterech dużych okrętów typu IXD2. Zgrupowanie to miało opłynąć Przylądek Dobrej Nadziei, kierując się na Ocean Indyjski w celu prowadzenia tam działań przeciwko niezorganizowanej w konwoje żegludze alianckiej.
Dönitz wydał także polecenie, aby pięć innych okrętów (typów IXC i VII) działając pojedynczo, patrolowało akwen w pobliżu Freetown, i dalej na południe w kierunku Zatoki Gwinejskiej. W sumie więc, pod koniec sierpnia i we wrześniu 1942 roku, liczba okrętów w pobliżu Freetown i dalej sięgnęła siedemnastu. Miały one otrzymać wsparcie trzech zbiornikowców podwodnych i dwóch eks-holenderskich okrętów podwodnych przebudowanych na dostarczające torpedy zaopatrzeniowce. Wody południowego Atlantyku patrolowały w tym czasie także trzy włoskie okręty podwodne: , i „Cappellini”.
Zatopienie „Laconii” Rankiem 12 września 1942, dowodzony przez Hartensteina U-156 wykrył nieprzyjacielski statek – brytyjski liniowiec towarzystwa Cunard White Star RMS „Laconia”. „Laconia” była dużym statkiem pasażerskim o pojemności 19 700 BRT, służącym jako transportowiec wojska. Jednostka ta płynęła samotnie na północ, z Kapsztadu do Anglii, i znajdowała się około dziewięciuset mil na południe od Freetown.
Na jej pokładzie znajdowało się 2725 osób, załoga licząca 463 marynarzy i oficerów, 286 podróżujących żołnierzy, 80 cywilów (głównie kobiety i dzieci) oraz 103 polskich żołnierzy pełniących służbę wartowniczą przy 1793 włoskich jeńcach wojennychW źródłach można spotkać różne, niewiele różniące się od siebie liczby dotyczące liczby osób na pokładzie „Laconii”, książka Grossmitha jako jedyna podaje dokładną listę pasażerów, załogi oraz polskich żołnierzy..
thumb|Działo na pokładzie „Laconii” Pozostając za horyzontem, U-156 podążał za „Laconią” do zapadnięcia nocy, przy świetle księżyca zbliżył się natomiast do niej aby wykonać atak nawodny. Niemiecki okręt odpalił dwie torpedy z wyrzutni dziobowych.
Pierwsza torpeda uderzyła w „Laconię” o 8:07 na wysokości śródokręcia w ładownię nr 2, zabijając setki z więzionych tam Włochów, druga uderzyła w dziób. „Laconia” szybko przechyliła się na burtę, co już od początku znacznie utrudniło, a wkrótce całkowicie uniemożliwiło spuszczenie na wodę wszystkich łodzi ratunkowych. Wśród włoskich jeńców wybuchła panika, rzucili się w kierunku łodzi ratunkowych, do których ładowani byli pasażerowie. W zamieszaniu trzech angielskich oficerów otworzyło ogień zabijając nieznaną liczbę jeńców, a także najprawdopodobniej przynajmniej kilku marynarzy „Laconii”. Według naocznych świadków, ogień do jeńców włoskich na statku otwierano kilkukrotnie w różnych jego miejscach, w niektórych relacjach wspomina się, że strzelali angielscy żołnierze, w niektórych także, że strzelali Polacy, choć wydaje się to być mało prawdopodobne, jako że polskim strażnikom nie wydano amunicji do ich karabinów. Większość Włochów była w bardzo kiepskiej kondycji fizycznej – więźniowie od kilku dni otrzymywali do jedzenia tylko chleb i wodę, co było karą za palenie w ładowni (co było zakazane) oraz za próby kradzieży żywności
Podczas gdy załoga trafionej jednostki transportowej zaczęła spuszczać łodzie ratunkowe i wyrzucać do wody tratwy, jej radiooperator nadał sygnał ostrzegawczy o obecności okrętu podwodnego (SSS), podając też nazwę statku i jego pozycję, wraz z informacją, iż został storpedowany. Sygnał ten nie został jednak odebrany przez żadną z alianckich stacji radiowych, podobnie jak kolejny komunikat „Laconii”, nadany cztery minuty później, dotarł jednak do U-156.
Na łodziach ratunkowych wystarczyło miejsca dla alianckich marynarzy, pasażerów i żołnierzy, ale już nie dla wszystkich jeńców włoskich, którzy musieli skakać do wody. Wokół statku pojawiły się przyciągnięte hałasem rekiny. Z pokładu U-156 usłyszano wołanie o pomoc w języku włoskim.
Akcja ratunkowa Zgodnie z obowiązującym i przestrzeganym zarówno przez Niemców, jak i przez Aliantów prawem międzynarodowym, atak U-156 na „Laconię” był usprawiedliwiony. „Laconia” była bowiem statkiem uzbrojonym (dwa działa kalibru 120 mm i sześć dział przeciwlotniczych kalibru 76 mm), płynęła też zaciemniona, zygzakując. Obowiązujące dowódców U-Bootów przepisy Kriegsmarine zakazywały ratowania lub brania do niewoli rozbitków (z wyjątkiem kapitanów i pierwszych mechaników) Hartenstein miał prawo odpłynąć pozostawiając wszystkich rozbitków – łącznie z Włochami – ich własnemu losowi. W ciągu dwóch godzin marynarze z U-156 wyłowili z wody dziewięćdziesięciu Włochów, w tym wielu z ranami zadanymi bagnetami lub od ugryzień rekinów. Setki dalszych rozbitków wciąż jednak przebywało w wodzie.
thumb|left|Admirał Karl Dönitz Hartenstein drogą radiową powiadomił o sytuacji admirała Dönitza prosząc przy tym o instrukcje „zatopiłem brytyjską Laconię z 1500 włoskimi jeńcami wojennymi, wyłowiłem na razie 90, proszę o instrukcje”. Dönitz zaaprobował prowadzenie akcji ratunkowej i rozkazał trzem znajdującym się w pobliżu U-Bootom aby udały się w miejsce katastrofy co też uczyniły U-506 i U-507, rozkaz został zignorowany przez „mleczną krowę” U-459, której dowódca uznał, że znajduje się zbyt daleko aby wystarczająco szybko dotrzeć do celu. Dönitz poprosił także włoskiego oficera łącznikowego stacjonującego w Bordeaux, aby na miejsce zatopienia „Laconii” skierować także włoski okręt podwodny „Cappellini”, który operował w pobliżu.
Następnie admirał powiadomił Berlin o sytuacji oraz o zaimprowizowanym planie, który przewidywał, że osiem okrętów wysadzi rozbitków w położonym o 600 mil na północny wschód porcie Bingerville na Wybrzeżu Kości Słoniowej, podległym rządowi Vichy. W odpowiedzi Hitler oświadczył, że Hartenstein nie powinien nic meldować, spokojnie zejść pod wodę i oddalić się z miejsca katastrofy. Podkreślił, że nic nie może przeszkodzić grupie Eisbär w przeprowadzeniu ataku z zaskoczenia na port w Kapsztadzie, który miał być paraliżującym ciosem dla dostaw dla Brytyjczyków w Egipcie oraz Rosjan, przez Zatokę Perską. W reakcji na to dowodzący całością niemieckiej floty admirał Erich Raeder polecił Dönitzowi wyłączyć z operacji ratunkowej wszystkie jednostki stada Eisbär, włącznie z U-156 Hartensteina, i skierować je dalej do Kapsztadu zgodnie z pierwotnym planem. U-506, U-507 i „Cappellini” miały zabrać włoskich rozbitków z U-156 oraz wyłowić innych Włochów, jeśli można ich uratować bez narażania okrętów na niebezpieczeństwo. Nie powinni jednak wyławiać z wody innych rozbitków. Raeder poprosił też rząd Vichy aby wysłał okręty z Dakaru i Wybrzeża Kości Słoniowej, w celu spotkania z U-Bootami w morzu i przejęcia rozbitków.
W międzyczasie Hartenstein podjął już z wody około 400 ocalałych z „Laconii”. Na pokład swojego okrętu zabrał 193 osoby, w tym 172 Włochów oraz 21 Brytyjczyków – mężczyzn i kobiet, rozmieszczając w łodziach ratunkowych pozostałych. W kolejnej depeszy radiowej do Dönitza szczegółowo opisał zatopienie statku oraz zaproponował „neutralizację” akwenu dla przeprowadzenia bezpiecznej akcji. Admirał przekazał prośbę do Berlina, jednak Raeder i OKM (Oberkommando der Marine) odrzucili propozycję – wściekły na całą sytuację Hitler, zarządził bowiem, że nie przekaże aliantom żadnej informacji o zatopieniu „Laconii” i podjętej przez okręty Osi akcji ratunkowej. Raeder nie uważał natomiast za rozsądne wchodzenie w jakieś „układy” z aliantami, którzy nie byli jego zdaniem godni zaufania. Nie czekając na aprobatę z Niemiec, Hartenstein na własną rękę 13 września rano trzykrotnie nadał otwartym tekstem w języku angielskim komunikat:
Wiadomość przechwycili Brytyjczycy we Freetown, sądzili jednak, że może to stanowić pułapkę – nie dali więc wiary informacji oraz nie zgodzili się na podjęcie odpowiedniej akcji. Dowódca U-156 nie czekając na odpowiedź w dalszym ciągu wyławiał z wody rozbitków. Chcąc zmniejszyć zatłoczenie na swoim okręcie, przeniósł do szalup 31 Anglików i Włochów, zatrzymując cztery brytyjskie kobiety. Aby nie dopuścić do zatonięcia łodzi, przemieszczał ludzi z najbardziej przeciążonych na inne, w których było więcej miejsca. Nieco później Dönitz odwołał rozkazy wydane dla czterech okrętów grupy Eisbär i polecił Hartensteinowi, aby przekazał wszystkich rozbitków pierwszemu z pozostałych okrętów podwodnych, który przybędzie, a następnie by popłynął na południe, w celu ponownego dołączenia do swojej grupy i przeprowadzenia ataku na Kapsztad. W odpowiedzi na prośbę Berlina lokalne władze Vichy detaszowały tymczasem na miejsce katastrofy krążownik „Gloire” z Dakaru oraz kanonierki : „Annamite” i większą, lecz powolniejszą z Konakry w Gwinei i z Kotonu w Dahomeju. Z zapisów w dzienniku pokładowym U-156 wynika, że Hartenstein przez cały następny dzień (14 września) pełnił rolę opiekuna. Poza 162 rozbitkami umieszczonymi na pokładzie, wokół były jeszcze 22 całkowicie wypełnione ludźmi łodzi i duża liczba małych tratw ratunkowych”. Podniósł z wody i prawidłowo ustawił częściowo zatopione szalupy, oszczędnie rozdzielił wodę i żywność, jednakowo Brytyjczykom i Włochom, oraz przemieścił rozbitków, aby wyrównać obciążenie łodzi. Na U-156 przechwycono wiadomości Dönitza skierowane do pozostałych czterech okrętów stada, nakazujące odwołanie akcji ratowniczej. Admirał uprzedzał też dowódcę U-159, aby był gotowy do zluzowania Hartensteina, który ma uczestniczyć operacjach grupy Eisbär. Dowódca niemieckiej floty podwodnej skierował też depesze do U-156, U-506 i U-507 dotyczące prowadzenia akcji ratunkowej oraz spotkania z okrętami francuskimi. Dönitz wysłał do nich komunikat: