thumb|Panzertriebwagen 16 – według niektórych spekulacji takie lub podobne wagony silnikowe mogły być częścią składu „złotego pociągu” Złoty pociąg – miejska legenda zakładająca istnienie w Polsce ukrytego przez Niemców w trakcie II wojny światowej pociągu pancernego zawierającego liczne kosztowności. Mimo braku jakichkolwiek dowodów, plotki o jego istnieniu zainicjowały kilka akcji poszukiwawczych.
Według legendy „złoty pociąg” w listopadzie 1944 r. lub na początku 1945 r. miał wyruszyć z Wrocławia w kierunku Świebodzic, a następnie Wałbrzycha, jednak nigdy nie dotarł do miejsca przeznaczenia. Miał mieć około 150 m długości i składać się z 2–3 lub nawet 12 wagonów (mieszczących do 20 ton ładunku każdy). Według różnych wersji miał przewozić między innymi: złoto III Rzeszy, część depozytów Centralnego Banku Rzeszy, niebezpieczne chemikalia, przemysłową platynę, dzieła sztuki zrabowane przez nazistów podczas II wojny światowej w Polsce i Związku Radzieckim, tajne dokumenty lub nawet Bursztynową Komnatę.
Legenda „polskiego złotego pociągu” w pewien sposób nawiązuje do rzeczywistego transportu (określanego niekiedy jako „węgierski złoty pociąg”), który pod koniec kwietnia 1945 r. wyjechał z Budapesztu i został odnaleziony 11 maja 1945 r. przez wojska amerykańskie w w pobliżu w Austrii. Węgierski skład liczył 24 wagony załadowane kosztownościami zrabowanymi przez nazistów zamożnym Węgrom pochodzenia żydowskiego: złotem, obrączkami ślubnymi, świecznikami, diamentami, biżuterią oraz cennymi obrazami (których, w zależności od źródła, miało być ponad 1000–1200).
Legenda Według legendy, zgodnie z zarządzeniem ministerstwa finansów III Rzeszy z 1944 r., cała ludność Dolnego Śląska miała „zabezpieczyć” (tj. zdeponować w bankach) swoje oszczędności. Istnienia takiego zarządzenia ani odezwy do ludności jednak nigdy nie potwierdzono. „Depozyty” miały być następnie przewożone do wrocławskiej komendy głównej policji () przy ul. Podwale. Miała również istnieć lista depozytów obejmująca 56 metalowych skrzyń z wiekami uszczelnionymi gumą, z których każda ważyła 50–200 kg, oraz wiele mniejszych skrzyń drewnianych. Oprócz tego w celu zachowania tajemnicy esesmani mieli umieszczać w podziemiach komendy również jeńców wojennych, tak aby wartownicy byli przekonani, że pilnują więźniów, a nie skarbu. Pod koniec II wojny światowej, gdy jej losy wydawały się przesądzone, wycofujący się naziści mieli w pośpiechu rozpocząć akcję ukrywania zrabowanych cennych przedmiotów w obawie przed nadciągającą Armią Czerwoną. W 1953 r. według zeznań aresztowanego pod zarzutem przynależności do Werwolfu Herberta Klose (podającego się za byłego policjanta z Wrocławia) w połowie grudnia 1944 r. Erich Ollenhauer wydał rozkaz wywiezienia z piwnicy komendy około 1,5 tony złota. Podczas tej akcji Klose miał rzekomo uderzyć się w głowę i stracić przytomność, przez co ostatecznie nie dowiedział się gdzie ukryto skarb.
„Złoty pociąg” miał być jednym ze składów, transportujących najcenniejsze dobra z Wrocławia. W trakcie podróży w kierunku Wałbrzycha miał jednak zostać zatrzymany a jego załoga zamordowana i zastąpiona esesmanami. Ostatecznie skarb miał zostać ukryty w okolicach Wałbrzycha, położonego w pobliżu Gór Sowich. thumb|Tunele w podziemnym kompleksie Riese Szczegółowe losy domniemanego „złotego pociągu” stały się przedmiotem kilku spekulacji i hipotez: Pociąg miał zostać ukryty w niedokończonym kompleksie Riese (niem. ‘olbrzym’), składającym się z sieci tuneli (z których do 2015 r. jedynie 1/3 została odkryta), drążonych pośpiesznie przez jeńców wojennych pod koniec II wojny światowej. Kompleks ten prawdopodobnie miał być częścią nowej kwatery głównej Adolfa Hitlera, budowanej w podziemiach zamku Książ. Według tej hipotezy pociąg miałby wjechać do tunelu wydrążonego w dolinie niedaleko Lubiechowa. Innym miejscem ukrycia pociągu miała być góra Sobiesz pod Piechowicami. Źródłem tej hipotezy miał być nieznany przedsiębiorca, twierdzący, że w przeszłości widział bliżej nieokreślone dokumenty wskazujące właśnie na tę lokalizację. W pobliżu drogi pomiędzy Piechowicami a Cichą Doliną mają rzekomo znajdować się rozległe tunele zamknięte stalowymi bramami. thumb|Posąg, który według Bogusława Wołoszańskiego ma wskazywać miejsce ukrycia „złotego pociągu” Bogusław Wołoszański przytacza natomiast hipotezę, według której miejsce ukrycia „złotego pociągu” wyznacza kierunek, w którym spogląda lew na posągu lokalizowanym w pobliżu miejscowości Leśna, położonej nad Jeziorem Złotnickim (będącym zbiornikiem zaporowym na rzece Kwisie).
Krytyka Dziennikarz Tomasz Bonek w swojej książce Zaginione złoto Hitlera. Bezpieka PRL na tropie skarbu Festung Breslau poddał krytyce legendę powołując się na odnalezione w niemieckich archiwach dokumenty dokładnie opisujące funkcjonowanie banków we Wrocławiu w czasie jego oblężenia. Według autora miały one funkcjonować aż do kapitulacji miasta a złoto berlińskiego Reichsbanku nigdy nie zostało przywiezione w większej ilości do Wrocławia. Nie istniało też zarządzenie i odezwa adresowana do mieszkańców miasta, wzywająca do deponowania dóbr w miejscowych bankach. Ponadto powołując się na dokumenty Służby Bezpieczeństwa PRL stwierdza, że cała historia skrzyń ze złotem zdeponowanych w prezydium policji miała zostać wymyślona przez Herberta Klosego, który w ten sposób chciał odsunąć od siebie podejrzenia o prowadzenie działalności dywersyjnej. W opowieści Klosego mieli jednak uwierzyć niektórzy funkcjonariusze SB (w tym major Stanisław Siorek), którzy namówili m.in. generałów Czesława Kiszczaka i Wojciecha Jaruzelskiego do rozpoczęcia w styczniu 1982 roku kilkuletnich poszukiwań skarbu na Dolnym Śląsku, które zainicjowały powstanie legendy.
Poszukiwania Pierwsze doniesienia Sugestie, że w rejonie Wałbrzycha istnieją tunele, którymi miały poruszać się pociągi, pojawiały się już w 1946 r. Jedną z pierwszych osób, które przyczyniły się do poszukiwań „złotego pociągu”, był emerytowany górnik – Tadeusz Słowikowski. Według niego tuż po II wojnie światowej na terenie Wałbrzycha pozostało kilku Niemców, którzy pracowali na kolei. Jeden z nich miał rzekomo odnaleźć wejście do zablokowanego tunelu ukrytego we wzgórzu. W obawie przed utratą życia, dopiero na łożu śmierci odkrywca miał przekazać informacje o tym tunelu człowiekowi o nazwisku Schulz. Ten zaś miał w latach 50. przekazać tę informację Słowikowskiemu w dowód wdzięczności za uratowanie mu życia. Słowikowski twierdził, że posiada zdjęcia domu mającego maskować wejście do wspomnianego tunelu, a także mapę z 1928 r. z zaznaczonymi, nieistniejącymi już, linią kolejową pomiędzy Wrocławiem a Wałbrzychem oraz bocznicą kolejową prowadzącą do zablokowanego obecnie tunelu. Według niego były one widoczne z górnego okna wspomnianego wcześniej domu. Mapę tę miał on otrzymać od niemieckiego zawiadowcy stacji kolejowej Wałbrzych Szczawienko. Słowikowski twierdził również, iż 5 maja 1945 r. mieszkańcy Wałbrzycha otrzymali zakaz opuszczania swoich domów oraz nakaz zasłonięcia w nich okien. To właśnie wtedy, przy najwyższych środkach ostrożności, naziści mieli ukryć „złoty pociąg” w przeznaczonym do tego miejscu. Tego samego dnia cała rodzina mieszkająca w domu, z którego widać było wspomnianą bocznicę, została zamordowana, natomiast sam dom został zburzony. Miało to rzekomo zapobiec ujawnieniu skrywanych w tym miejscu sekretów nazistów. Po jakimś czasie Słowikowski zmienił wersję i ostatecznie nie mógł przypomnieć sobie okoliczności otrzymania informacji o pociągu.
thumb|Stacja kolejowa Wałbrzych Szczawienko W latach 70. Służba Bezpieczeństwa PRL zainteresowała się tematem domniemanego „złotego pociągu”. Naczelnik Wydziału II Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych – major Stanisław Siorek koordynował akcję poszukiwania pociągu. Miał on odebrać Słowikowskiemu mapę wskazującą rzekome miejsce ukrycia pociągu. Siorek zmarł po przejściu na emeryturę w 1998 r., dlatego nie wiadomo, co dalej miało stać się z rzekomą mapą. W 1977 r. Tadeusz Słowikowski oraz Piotr Kruszyński mieli pozwolenie na przeprowadzenie badań terenowych w rejonie stacji kolejowej Wałbrzych Szczawienko. W trakcie wielu lat swojego śledztwa kilkukrotnie zmieniali oni podawaną rzekomą lokalizację ukrytego tunelu: początkowo w okolicy 65. km, następnie na 61. km, zaś początku lat 90. oznajmili, że istnieje „drugi tunel” w okolicy 64. km. Słowikowski twierdził, że w 2003 r. przedstawił władzom wyniki swojego śledztwa, jednak tuż po tym zaczął być on zastraszany w różny sposób (m.in. ktoś miał otruć mu psa, zniszczyć drzwi do jego domu oraz założyć mu podsłuch w telefonie, miał on być również zastraszany telefonicznie oraz osobiście przez różnych uzbrojonych ludzi).
Na początku 1982 r., na zlecenie ówczesnego ministra spraw wewnętrznych – Czesława Kiszczaka, została utworzona grupa eksploratorów, których zadaniem było znalezienie „złotego pociągu”. Początkowo wytypowano 6, a następnie 11 potencjalnych lokalizacji ukrycia skarbu. Owocem poszukiwań było wykopanie 26 listopada 1982 r., na terenie klasztoru w Lubiążu, metalowej tuby zawierającej 1290 srebrnych oraz 64 złote monety (w sumie 1354 sztuki) o łącznej masie ponad 6 kg. Badania znalezionych monet wykazały, że pochodzą one najprawdopodobniej z wojen śląskich prowadzonych w XVIII wieku. Spośród wszystkich znalezionych wówczas monet tylko 89 srebrnych trafiło do Muzeum Narodowego we Wrocławiu. Większość została natomiast sprzedana na rzecz funduszu operacyjnego Wojskowej Służby Wewnętrznej.
W maju 1995 r. Władysław Podsibirski podpisał umowę z Ministerstwem Finansów, zapewniającą mu określone znaleźne, gdyby udało mu się znaleźć „złoty pociąg”. Jego poszukiwania okazały się jednak bezowocne.
Wiosną 1998 r. w rejonie góry Sobiesz, zlokalizowanej niedaleko Piechowic, miały miejsce prace mające na celu znalezienie „złotego pociągu”. Wykonano wówczas m.in. spore wykopy (przy użyciu koparek) oraz kilkadziesiąt mniejszych odwiertów.
Poszukiwania w latach 2015–2016 thumb|Linia kolejowa nr 274 z nasypem na 65. kilometrze
W 2015 r. dwóch „poszukiwaczy skarbów” wskazało władzom Wałbrzycha przypuszczalne miejsce ukrycia „złotego pociągu”. Zastrzegli oni sobie prawo do 10% znaleźnego w przypadku odnalezienia skarbu we wskazanej przez nich lokalizacji. Władze miasta dokonały formalnej procedury przyjęcia zgłoszenia znaleziska. 26 sierpnia 2015 r. Radio Wrocław podało informację, że „złoty pociąg” zlokalizowany jest w okolicy 60. kilometra trasy Wrocław–Wałbrzych oraz że jego odkopanie może zająć pół roku. Informację o przyjęciu zgłoszenia władze miasta przekazały do ministerstw: obrony narodowej, skarbu oraz kultury i dziedzictwa narodowego. Dyskusję na temat domniemanego pociągu nagłośniło wystąpienie generalnego konserwatora zabytków Piotra Żuchowskiego 28 sierpnia 2015 r., który ocenił, że pociąg prawdopodobnie istnieje i jest to skład pancerny, co może wskazywać na szczególną zawartość. Prawnie ewentualne znalezisko stałoby się własnością skarbu państwa.
Informacja ta wzbudziła ogromne zainteresowanie mediów z całego świata, co przyczyniło się do nagłego wzrostu liczby turystów oraz dziennikarzy w Wałbrzychu, zamku Książ i okolicach rzekomego znaleziska. Generalny Konserwator Zabytków zalecił jednak, aby w pierwszej kolejności zabezpieczyć miejsce odkrycia i przy pomocy odpowiednich służb zbadać teren pod kątem ewentualnych niewybuchów, min czy szkodliwych substancji chemicznych. thumb|Jeden z nasypów kolejowych w Wałbrzychu, będący miejscem poszukiwań „złotego pociągu” Prace poszukiwawcze prowadzono w Wałbrzychu przy Wschodniej Obwodnicy Wałbrzycha (ul. Uczniowska), w dzielnicy Szczawienko, która graniczy z dzielnicą Książ oraz Lubiechowem. Prace przebiegały tuż przy linii kolejowej nr 274, na jej 65. kilometrze. Pierwszym etapem były badania georadarem. 16 sierpnia 2016 r. rozpoczęto wykopy mające dotrzeć do domniemanego tunelu, w którym miałby znajdować się pociąg. Nie natrafiono jednak na żaden ślad „złotego pociągu”.