Polaniarze (kościeliszczanie) krzyźwe hłopy, ale ten ponad syćkik skakał. Tęgi shrubść, urośniony w sobie, kie cupnon, to sie widziało. ze dyle połomie”.

Istnieje błędne przekonanie, że w roku 1878 „stary Marduła, dawny robotnik”, mieszkający w pobliżu Jaworzyny Tatrzańskiej, prowadził wycieczkę Tytusa Chałubińskiego na Murań. Lekarz opisywał przewodnika jako „niegdyś tęgiego”, ale bardzo posuniętego w latach i nadużywającego alkoholu. Stwierdzał także u niego pewne ograniczenia funkcji poznawczych. Rzeczonego przewodnika w żadnym razie nie należy identyfikować z Wojciechem Mardułą, choć podeszły wiek, przeszłość robotnicza i dobra znajomość Tatr mogłyby na to wskazywać. Lektura korespondencji prowadzonej przez Chałubińskiego pozwala bowiem stwierdzić, że przewodnik w istocie nazywał się Maciej Chowaniec, a nazywanie go Mardułą to pomyłka lub rozmyślne przekręcenie autorstwa Hoesicka.

Później wszelkie wzmianki o zbójniku zanikają. Sabała w roku 1892 wyraża się o nim per „Marduła nieboscik”, zapewne więc wiedział o jego śmierci.