Jednocześnie zalewając całą przestrzeń odcinała dopływ powietrza do ocalałych korytarzy.

W chwili, gdy w oddziale wydobywczym G-3 pojawiła się woda, górnicy zaczęli szukać drogi ucieczki. Panikę wśród załogi zdołali opanować przełożeni. Sztygar Wiesław Błażejewski, który był blisko zalewanego miejsca, zebrał wszystkich ludzi, których znalazł i poprowadził ich w górę. Jedynie dwaj młodzi, niedoświadczeni górnicy, których przełożeni nie zdołali powstrzymać, rzucili się do ucieczki pochylnią nr 33 w kierunku znanego im szybu „Zawadzki”. Sztygarzy nie pozwalali tamtędy uciekać, gdyż widać było, że pochylnią z uwagi na jej nachylenie za chwilę popłynie woda z mułem. Pierwszy górnik zdążył przebiec pochylnię, uciec przed wodą, dobiegł do szybu i został uratowany z pierwszą grupą wyciągniętych z kopalni. Drugim był 19-letni Marian Derej, który stał się jedyną ofiarą katastrofy – porwany przez wodę zginął na miejscu, zanim w ogóle rozpoczęto akcję ratunkową.