Krytykę wywołały niejasne relacje łączące dwie osoby na obrazie i ich niezrozumiałe gesty, które przypominają tradycyjne malarskie motywy noli me tangere i zwiastowanie, ale nie układają się w spójną narrację.
Akt był przyjętym gatunkiem malarskim, toteż sprzeciwu krytyki nie wzbudziła sama nagość postaci w Kąpiących się. Ukazywane dotąd w malarstwie nagie kobiety były najczęściej postaciami mitologicznymi, a ich ciała były idealizowane, toteż oburzenie wywołało namalowanie kobiety, którą można było utożsamić ze współczesną mieszkanką miasta. Realność sceny podkreślały rozrzucone ubrania, zrolowane pończochy i brudne stopy, nie było wątpliwości, że postać na obrazie nie jest nimfą ani boginią. Naga kobieta była dla krytyków i publiczności oglądającej pracę zbyt prawdziwa, uznawano ją za otyłą, a nawet groteskową. Szczególne oburzenie wywołały obfite biodra i pośladki. Określano ją jako „hotentocką Wenus”, napisano, że „odebrałaby apetyt nawet krokodylowi”. Przytaczano pogłoski, które powtarzał później malarz, o tym, że zwiedzający wystawę cesarz Napoleon III