2 sierpnia 2002 roku sąd w Mińsku uznał pozew, ale zarządził od gazety mniejszą kwotę, niż żądał Tozik: równowartość 54 tysięcy dolarów od gazety i 2700 dolarów od Mychajła Podolaka. Wydawnictwo nie miało pieniędzy na zapłacenie kary i kontynuowanie działalności, więc przestało istnieć. Podolak powiedział wtedy, że proces był „pośpiesznym wyrokiem politycznym” i że „wynik procesu był jasny od samego początku, ponieważ generał Tozik bronił honoru i godności prezydenta Białorusi Alaksandra Łukaszenki”.
W 2004 roku pracował jako zastępca redaktora naczelnego opozycyjnej białoruskiej gazety „Wremia”. 21 czerwca tego roku został zatrzymany przez funkcjonariuszy KGB Białorusi i po otrzymaniu trzydziestu minut na spakowanie się został deportowany na Ukrainę i pozbawiony prawa do odwiedzenia Białorusi przez pięć lat. Białoruskie władze zarzuciły Podolakowi, że jego działania „są sprzeczne z interesem bezpieczeństwa państwa”, a materiały zawierają „oszczercze fabrykowanie rzeczywistej sytuacji w kraju, wzywają do destabilizacji sytuacji politycznej na Białorusi”. Sam Podolak podał jako powód deportacji swój artykuł o tym, kto mógłby zastąpić Łukaszenkę na stanowisku prezydenta Białorusi. Decyzja o wydaleniu go z kraju zapadła 16 czerwca, ale sam dziennikarz został poinformowany o tym dopiero w dniu deportacji.