Aleksander Perłowski został pochowany na miejscowym cmentarzu.

Po wypadku przeprowadzono dochodzenie, które wykluczyło samobójczy akt pilota, co pierwotnie przyjęto w sferach wojskowych, po tym jak jeden z wojskowych błędnie odczytał list Perłowskiego do rodziców. W rzeczywistości w liście do ojca pilot wyraził słowa na wypadek gdyby spotkało go nieszczęśliwe zdarzenie i takie „ostatnie pożegnanie” było praktykowane przez ówczesnych lotników. Poza tym według jednej z wersji tuż przed lotem miał on rzec do jednego z kolegów że będzie jego ostatnim. Z Petersburga do Warszawy przybyli gen. A. Kowańko i ppłk Ulanin, wyjaśniający zdarzenie. Ustalono, że Perłowski wcześniej pilotował jedynie samoloty dwupłatowe Farmana, a feralny lot był jego pierwszym na maszynie jednopłatowej, a on sam wsiadł do niej spontanicznie, zaś przed tym wykazywał zdenerwowanie i podniecenie. Według wniosków śledczych pilot miał źle obliczyć punkt lądowania. W ostatniej fazie zdarzenia na wysokości około 15 metrów miał on wykonać skręt, wskutek czego maszyna obróciła się kilka razy w locie.