Po powrocie do kraju osiadł w stołecznym Freetown. Tam też, przy ulicy Kissy, otworzył zakład ciesielski. Wkrótce stał się on podstawą kwitnącego przedsiębiorstwa, zajmującego się również świadczeniem usług pogrzebowych. Bungie znany był ze swego ekscentrycznego stylu bycia. Obsługiwał klientów, nie zważając na ich pozycję społeczną czy zamożność. Wydawał doroczne huczne uczty, na które zapraszał rozmaitych mieszkańców Freetown. Podczas pandemii grypy z 1918 dostarczył szereg darmowych trumien dla rodzin opłakujących swych bliskich. Podczas wizyty księcia Walii (późniejszego Edwarda VIII) we Freetown w 1925 wymalował swój zakład na czarno. Wynajął też orkiestrę dętą, której w odpowiednim momencie nakazał grać brytyjski hymn. Zmusił tym samym orszak księcia do zatrzymania się, właśnie przed swoją firmą.
Należący do niego charakterystyczny karawan, ozdobiony luźno spiętymi piórami, wszedł na stałe do sierraleońskiej kultury. Został uwieczniony w popularnym przysłowiu luk we yu de shek lek da feda na Bungi as.