Śmierć syna była dla cesarzowej Elżbiety ogromnym ciosem. Kobieta, już wcześniej nieprzykładająca wagi do swoich obowiązków reprezentacyjnych, całkowicie odsunęła się w cień. Mając świadomość, że wiedeńczycy jej nie lubią, miała wyrazić swoją nadzieję: „nareszcie się uspokoją, wiedząc, że przejdę nie pozostawiwszy w Austrii ani śladu po sobie”. Cesarzowa od tamtej pory ubierała się wyłącznie na czarno i bardzo często poruszała temat śmierci. Tragedia, jaką przeżyła, sprawiła również, że oddaliła się od praktyk religijnych. Do ukochanej córki, Marii Walerii, miała powiedzieć: „Rudolf zabił moją wiarę”. Miała również wyrazić życzenie: „Chciałabym umrzeć od maleńkiej ranki w sercu, przez którą moja dusza mogłaby ulecieć. I chciałabym, by stało się to daleko od tych, których kocham”. Ostatecznie pragnienie to stało się rzeczywistością – cesarzowa została zamordowana przez włoskiego anarchistę, Luigiego Lucheni, niecałą dekadę po śmierci jedynego syna.
Tragedia w Mayerling nie tylko wywołała wiele emocji wśród najbliższych Rudolfa, ale miała też niebagatelny wpływ na przyszłość całego państwa.