Kolejne spotkania i rozmowy doprowadziły do ideologicznej i psychologicznej przemiany Uriaszewicza, która zaowocowała postanowieniem pozostania w kraju i włączenia się w nurt przemian, poprzez udział w odbudowie zniszczonego portu. Razem z nim rezygnuje z nielegalnego wyjazdu jego dziewczyna.

Ostatecznie obraz ulega zniszczeniu oraz ginie wspólnik intrygi (zły duch Uriaszewicza). Okazuje się też, że rzekomy Veronese był falsyfikatem, nie mającym większej wartości rynkowej. Dobrzy ludzie ocaleli, a źli zginęli.

Autor nieustannie poddaje próbom wytrzymałość "pancerza" głównego bohatera, który oddziela go od współczesności. Zwłaszcza silnym wstrząsom poddaje go przy okazji spotkań z ludźmi odbudowującymi Warszawę, pracownikami wiejskiej szkoły w Jeżowej Woli oraz pasjonatami budującymi port morski w fikcyjnym Oliksnie. Uriaszewicz ciągle się waha, jest niezdecydowany, lękliwy, bierny, kilkakrotnie wycofuje się z, wydawałoby się, odnalezionego miejsca w nowej rzeczywistości.