Prokuratura ustaliła później, że załoga jachtu zdała sobie sprawę z tego, że nie zmieści się pod linią energetyczną i próbowała zatrzymać jacht przed nią (linia znajdowała się na wysokości 9 metrów, maszt miał natomiast 12 metrów). Płynąc dalej łódź, zahaczyła masztem o przewody linii wysokiego napięcia i doszło do zwarcia elektrycznego, w wyniku którego część załogi została porażona prądem. W wyniku porażenia do wody wpadł sternik i jeden z załogantów. Pozostająca na jachcie załoga zaczęła wzywać pomocy.

Na wezwanie zareagował przejeżdżający przyrzeczną aleją na rowerze, Ernest Banach który wracał z kolegami z treningu. Rozebrał się i wskoczył do wody. Kiedy próbował ratować jednego z mężczyzn, doszło do kolejnego wyładowania elektrycznego, ponieważ linia energetyczna wysokiego zasilania próbowała ponownie się włączyć. Wówczas Ernest Banach zniknął pod powierzchnią wody.

Mazurskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe poinformowało w wydanym później komunikacie, iż Banach „jednego z poszkodowanych odwrócił twarzą do góry i położył na kamizelkach ratunkowych”.

Ernesta Banacha poszukiwały specjalne strażackie oddziały ratowników wodnych, jednostki OSP oraz policja i ratownicy MOPR. Jego ciało odnaleziono po dwóch godzinach.