Taylora muzycy znali wcześniej z Duran Duran i The Power Station, a także z solowej płyty Thunder. Balczun nazwał współpracę z nim „spełnieniem marzeń” i chwalił jego dbałość o szczegóły. Nagrania rozpoczęto w 2019 w londyńskim Baltic Studios od dwóch pierwszych utworów. Kilka miesięcy później zespół wrócił do tego samego studia, by pod okiem Taylora zarejestrować cały album; miksy i produkcję ukończono jeszcze przed końcem roku. Realizacją nagrań zajął się Darren Jones, a mastering wykonał w Abbey Road Studios Sean Magee, wcześniej członek ekipy odpowiedzialnej za wznowienia albumów The Beatles. Nagrano jedenaście kompozycji – o jedną więcej, niż znalazło się na płycie. Selekcji przebojów, jak podkreślał Drapała, w ogóle nie było: „Ten krążek to zapis naszej pracy nad… krążkiem. Po prostu”. Celem – zapewniał Balczun – była dobra rockowa piosenka, a muzycy nie rywalizowali o eksponowanie własnych partii. Taylor był pierwszym producentem w historii Chemii, który miał prawo ingerować w warstwę muzyczną. Stał się trochę częścią zespołu – opowiadał Balczun. Ingerencja Taylora była niewielka – Balczun określał ją jako symboliczną – jednak jej efekty uznawał za istotne. Producent zasugerował m.in.