Z powodu cięższego niż dotychczas brzmienia wywołała falę niezadowolenia wśród dużej części dotychczasowych fanów, jednak dobrze odebrana została przez krytyków i pozyskała zespołowi nowych odbiorców. Krótko przed zakończeniem nagrań i przystąpieniem do miksowania materiału Kevin Moore zadeklarował zaskoczonej reszcie zespołu swoje odejście. Wiadomość ta przybiła muzyków, którzy od ledwie dwóch lat cieszyli się stabilnością składu. Decyzja Kevina była jednak nieodwołalna. Zmęczony podróżniczym trybem życia i związany zespołowym graniem indywidualista odszedł, by tworzyć własną muzykę.

Zamiast ruszyć w trasę koncertową muzycy musieli skoncentrować się na poszukiwaniu nowego klawiszowca. Dzięki reputacji, jaką do tej pory uzyskali, nie mogli narzekać na brak ochotników. Tym, który przykuł ich uwagę, był Jordan Rudess, zdobywca tytułu Best New Talent amerykańskiego magazynu klawiszowców Keyboard Magazine w 1994 roku. Zespół skontaktował się z Rudessem i zaprosił go do wspólnego zagrania koncertu w mieście Burbank w Kalifornii. Koncert wypadł nadspodziewanie dobrze dla wszystkich zainteresowanych i Rudess otrzymał propozycję objęcia pozycji klawiszowca na stałe. Na nieszczęście „Dreamów”, w tym samym czasie otrzymał on propozycję koncertowania z progresywnorockowym zespołem Dixie Dregs i to właśnie na nią przystał.