oraz narastające zmiany ekonomiczne, wpływające na życie codzienne. W tej ostatniej kwestii istniał jednak głęboki rozdźwięk pomiędzy mieszkańcami wschodniego wybrzeża (Tidewaters), a osadnikami na pograniczu, zwanym wówczas „Piemontem”. Pierwsi wiedli życie spokojne i dostatnie, drudzy prymitywne i nieustannie zagrożone wypadami Indian, przed którymi władze nie zamierzały ich chronić.
Amerykanie z trudem znosili myśl o płaceniu podatków na rzecz metropolii i przyzwyczaili się, że sami regulują swoje sprawy podatkowe, a także wszystkie inne. Nie wiedzieli, gdzie i czy w ogóle zakończą się brytyjskie żądania. Byli wrogo nastawieni do brytyjskiego monopolu manufakturowego. Okazało się, że dobro kolonii i kraju ojczystego nie zawsze są wobec siebie tożsame. Już pierwsze brytyjskie Akty Nawigacyjne tworzyły fundamenty quasi-merkantylizmu, którego celem były zmiany bilansu handlowego powodujące gromadzenie kruszcu i monet na terytorium Wielkiej Brytanii. Tak samo jak w przypadku działań wojennych, brytyjskie założenie o ograniczonych zasobach, gdzie zasobem krytycznym była posiadana ziemia, w Ameryce nie miało racji bytu, gdzie czynnikiem ograniczającym rozwój był brak siły roboczej i wykształconej kadry.