Austriacki marszałek polny Leopold Joseph von Daun znał siłę pruskiej armii i unikał rozstrzygającej bitwy. Zamiast tego wolał blokować drogi transportów dostaw dla Prusaków i zadawać im straty w mniejszych starciach. Obrońcy Ołomuńca także walczyli bohatersko, więc upadek twierdzy wydawał się dużo bardziej odległy, niż to sobie Fryderyk wyobrażał. Mimo to, w czerwcu miasto było na krawędzi upadku, mury w dwóch miejscach zostały zniszczone przez pruską artylerię. Jednakże Prusacy, aby kontynuować walkę rozpaczliwie potrzebowali nowych dostaw zaopatrzenia.
Konwój Fryderyk obawiał się, iż duża liczba małych konwojów bronionych przez niewielkie siły mogłaby być łatwo rozbita przez Austriaków i dlatego zadecydował, że zaopatrzenie pojedzie w jednym ogromnym konwoju bronionym przez silne zgrupowanie wojskowe. Zaopatrzenie dla konwoju było zbierane na Śląsku i w końcu czerwca wjechał on na obszar Moraw. Konwój był tak wielki, że nie było żadnej możliwości utrzymania jego marszu w tajemnicy. Składał się z około 4000 wozów załadowanych materiałami wojskowymi. Towarzyszyło im około 2500 sztuk bydła. Na drodze rozciągał się on na ok. 45 kilometrów. Konwój był chroniony przez 10 870 żołnierzy pułkownika Wilhelma von Mosela.