Według jednej z anegdot, członkowie kapeli, włócząc się po starych, pustych i rozsypujących się domach w swym mieście, natknęli się na zniszczony, przedwojenny piec kaflowy, na którego żeliwnych drzwiczkach widniał niemiecki napis „Myslowitz”.

W recenzji The Best Of kulturalno-katolicki Tygodnik Powszechny stwierdził: „[...] pochodząc z Mysłowic, grupa wkroczyła w nowy, wspaniały świat show-businessu z małomiasteczkowym kompleksem”. W wywiadzie dla „Montreal Mirror” (patrz także wyżej) gitarzysta, Przemysław Myszor, nazwał Mysłowice „przygnębiające [...] jak wszystkie małe miasta. W Polsce jest tylko kilka dużych miast. A przez duże rozumiem miasto, w którym jest kultura. Wiesz, miasta, które mają duże kluby. Ciągle mieszkamy w Mysłowicach, ale to jest miasto dobre do umierania, nie do życia. Nasz region Polski, na południu, jest bardzo przemysłowy, górnictwo, przemysł ciężki”. Za takie stwierdzenia członkowie grupy byli często krytykowani za „paskudzenie do własnego gniazda”; paradoksalnie jednak pomogli oni oczyścić image swojego miasta, o czym świadczy wypowiedź dziennikarza muzycznego Leszka Gnoińskiego: „Mysłowice jest miastem o zaludnieniu ok. 100 tys. mieszkańców. Do wczesnych lat 90. było znane co najwyżej ze swoich kopalń – dopóki tych pięciu gości z gitarami zamieniło miasto górnicze w miejsce, które każdy potrafi znaleźć na mapie Polski.”