Wydarzenia w Derry wzbudziły oburzenie irlandzkich katolików. W Dublinie doszło do masowej demonstracji przed gmachem ambasady brytyjskiej, podczas której budynek został uszkodzony w wyniku obrzucania kamieniami i butelkami zapalającymi. Premier Republiki Irlandii Jack Lynch potępił decyzje władz brytyjskich, określając je zamierzonym i wyrachowanym atakiem na demonstrantów. Irlandia odwołała swojego ambasadora z Londynu, a następnie za pośrednictwem wyznaczonego chargé d’affaires złożyła protest w brytyjskim Foreign Office.

Incydent doprowadził również do eskalacji przemocy i fali aktów terrorystycznych ze strony IRA w Irlandii Północnej. Zaowocowało to wprowadzeniem w miejsce lokalnego rządu w Belfaście bezpośrednich rządów () z Londynu, które trwały do 1998 roku.

Kontrowersje Generał Robert Ford, dowódca sił brytyjskich, oświadczył po incydencie: Akcja przebiegała gładko. Nasi żołnierze zostali zaatakowani ogniem karabinowym i bombami z kwasem z rejonu Rossville;