Korneliusz Scypion postanowił udekorować syna corona civica, jednym z najwyższych odznaczeń wojskowych starożytnego Rzymu, ale młody człowiek odmówił przyjęcia wyróżnienia mówiąc, że jego akcja "była nagrodą samą w sobie". Historię tę opowiedział Polibiuszowi pod koniec życia Gajusz Laeliusz, przyjaciel i towarzysz broni Scypiona.
W bitwie nad Trebią przypuszczalnie nie brał udziału, natomiast pod Kannami w roku 216 p.n.e. wyróżnił się jako trybun wojskowy. Paradoksalnie, dzięki temu że zaraz na początku starcia ciężka kawaleria Hannibala zmusiła konnicę rzymską do ucieczki, nie znalazł się w okrążeniu i nie poległ, lecz dotarł do odległego o około 15 km od pola bitwy miasteczka Canusium, gdzie przekonał konsula Gajusza Terencjusza Warrona, by poprowadził resztki armii do Rzymu. Po powrocie do "wiecznego miasta" Warronowi podziękowano w Senacie za to, że "nie zwątpił w sprawę Republiki" i w okresie późniejszym powierzono mu inne odpowiedzialne zadania. Doceniono również Scypiona, który w roku 213 p.n.e. został wybrany jednym z czterech edylów Rzymu.