obok przebiegała rura wentylacyjna, która pękła, dzięki czemu górnik miał zapewniony dostęp do tlenu. W chwili wybuchu odniósł ranę łokcia. Miał przy lampce nadajnik, który emitował sygnał radiowy pozwalający go zlokalizować.

Zbigniew Nowak miał przy sobie trochę napoju, który starannie oszczędzał. Co jakiś czas stukał w rury szukając kontaktu z ekipą ratowniczą. W zawale towarzyszył mu jedynie kopalniany szczur, który po jakimś czasie zniknął. Tymczasem prowadzono intensywną akcję ratunkową – ratownicy przebijali się przez zawał, odbierając sygnały z nadajnika zasypanego górnika. Kopali tunel w pozycji leżącej, jego wysokość wahała się od 1 m do miejscami 70 cm. Pracowali w trudnych warunkach i wysokiej temperaturze; w miejscu, w którym przebywał Zbigniew Nowak, była ona niższa – około 28°C – dzięki czemu zasypany uniknął odwodnienia.

27 lutego w godzinach porannych ratownicy nawiązali kontakt głosowy z Nowakiem;