Śledztwo po katastrofie Na lotnisko nikt nie miał wstępu przez kilka tygodni. Przyczyny wypadku badała prokuratura oraz Główna Komisja Badania Wypadków Lotniczych. Na lotnisko przybył generał Władysław Hermaszewski, ówczesny prezes Aeroklubu PRL. Kilka dni po wypadku prokurator wydał nakaz tymczasowego aresztowania kierownika lotów. W trakcie śledztwa okazało się, że winnych zaniedbań w związku z feralnym lotem było wielu. Wina leżała głównie po stronie organizatorów, jako że nie poinformowali dowódcy jednostki wspierającej pokazy o tym, że dla wojska będzie dodatkowy lot. Dowódca żołnierzy usłyszawszy o tym, że to lot ostatni (komercyjny) posłał do samolotu swoich ludzi. Członek aeroklubu, który miał pilnować liczby osób uległ presji i nie przewidział, że w wyniku przyśpieszenia podczas startu, dodatkowe osoby nie mając miejsc siedzących ani możliwości chwycenia się, przemieszczą się do tyłu. Zarzuty przedstawiono kierownikowi lotniska oraz pilotowi. Ostatecznie prokuratura nie ustaliła winnych.
Kontrowersje Po katastrofie pojawiły się plotki o tym, że piloci samolotu byli pijani oraz że brali pieniądze za dodatkowych pasażerów.