15 000 żołnierzy.
Raporty z bitwy mówiły, iż w momencie załamania się pruskich linii, Fryderyk II stanął samotnie na małym wzgórzu ze szpadą wbitą przed sobą w ziemię, zdeterminowany utrzymać linię swej armii lub zginąć. W tej sytuacji kapitan kawalerii Prittwitz z 200-osobowym szwadronem przybył na ratunek królowi i przekonał go do odwrotu. Wojska pruskie były na granicy kapitulacji.
Austria, która nie chciała wzmocnienia potęgi Rosji, nie przejawiała po bitwie aktywności, co dało Fryderykowi II możliwość zebrania swoich rozproszonych sił. Cztery dni po bitwie, większość z 26 000 rozproszonych żołnierzy odnalazła się i armia Fryderyka stanowiła już siłę 32 000 ludzi i 50 dział.
Epilog Zwycięstwo to nie zostało praktycznie w ogóle wykorzystane przez koalicję antypruską. Opieszałość wojsk, nieumiejętność koncentracji sił i środków, brak należytej koordynacji działań – charakterystyczny element krajów popierających Austrię w tej wojnie oraz ogromna strata czasu, będąca wynikiem podjęcia następnych działań na szerszą skalę, dopiero w czerwcu 1760 r. umożliwiły Fryderykowi zebranie nowych sił i dalsze prowadzenie wojny. Zdaniem filozofa z Sanssouci jego przeciwnicy popełnili po bitwie tak rażący błąd, że nazwał to nawet "cudem domu brandenburskiego" (niem.