inaczej wykrywacz „uzna” zatrute powietrze za normalne i nie podniesie alarmu. Włączywszy go dopiero w piwnicy, nie odkryli niczego niepokojącego.
Wspólny wysiłek ekspertów i kompanii gazowej ujawnił, że w pobliżu sklepu znajdowała się nieoznakowana rura z gazem, prowadząca do pobliskiej restauracji. Wygięta tak, aby mieściła się w wąskiej ulicy, rura była na skraju pęknięcia. Po założeniu rur kanalizacyjnych, biegnących pod nią, została zasypana. Ciężar ziemi, ruch uliczny i działanie wody deszczowej doprowadziły do jej pęknięcia. Kiedy propan znajdzie się pod ziemią, może przemieszczać się podobnie jak woda; ścieżka gazu biegła wzdłuż rur, gdzie ziemia stawiała najmniejszy opór. Jedna z rur, w której znajdowały się kable, prowadziła wprost do piwnicy sklepu.
Ponieważ gaz był cięższy od powietrza, gromadził się pod półkami. Kiedy spec od systemów wentylacyjnych włączył je, powstała iskra; propan zapalił się i doszło do fatalnej eksplozji.
Pod koniec śledztwa kompania gazowa próbowała podważyć jego wyniki, wciąż obstając przy teorii o wybuchu metanu.