Tymczasem oddziały Cronjego, naciskane z każdej strony przez wroga, zbudowały warowny obóz na prawym brzegu rzeki Moder niedaleko Kimberley. Pozycja została źle wybrana. Zewsząd otaczały ją wzniesienia, z których Brytyjczycy mogli razić Burów ogniem swej artylerii. Obóz otoczyło 20 tys. angielskich żołnierzy. Kitchenerowi i jego generałom wydawało się, że sprawa zostanie załatwiona w ciągu kilku godzin niewielkim nakładem sił. Brytyjczycy nie docenili jednak sił przeciwnika.
Następnego dnia (25 lutego) połączone oddziały de Weta i Bothy dotarły do celu. De Wet rzucił swych strzelców do ataku, kierując uderzenie przez Singfontein oraz sąsiednie wzgórza. Ale atak załamał się. Z domów osady i wzgórz obsadzonych przez Anglików bił celny ogień dział i karabinów. Burowie jednak nie zrezygnowali uderzając ponownie. W ręce Burów wpadło 60 jeńców. De Wet podciągnął na pierwszą linię swe dwa działa, by utorowały drogę ku osaczonemu Cronje. Wkrótce jednak do dział zaczęło brakować amunicji, a nacisk nieprzyjaciela wzmagał się z każdą chwilą. Do pełnego sukcesu potrzebne było aktywne współdziałanie oblężonych. Tylko atak prowadzony z dwóch stron mógł przynieść pomyślny wynik operacji. Tymczasem Cronje nie ruszał się. Dla de Weta stało się jasne, że nie chce on opuścić swego obozu, choć stojący między siłami burskimi Anglicy cofnęli się.