Odbiór Krzysztof Kornacki odczytywał Szczęśliwego człowieka przez pryzmat pokolenia filmowców z lat 60. i 70., twierdząc, iż film Szumowskiej cechuje się konserwatywnym przekazem: „Zbyt silne uzależnienie od matki czyni z bohatera filmu życiowego nieudacznika”, toteż film promuje tradycyjne wartości rodzinne. Jamie Russell z BBC pisał ironicznie, iż: „Każda scena jest tak ponura i szara, że zastanawiasz się, czy reżyserka Szumowska miała za kamerą armię Skod wypompowujących spaliny”, a „zamieniając Szczęśliwego człowieka w ostrą krytykę męskiego egoizmu, Szumowska nie pozostawia nam wątpliwości, że kobietom będzie chyba lepiej bez mężczyzn... Przynajmniej o ile Jan jest jakimkolwiek wskaźnikiem tego, co męski gatunek ma do zaoferowania”. Jack Helbig z „Chicago Readera” pisał, że Szczęśliwy człowiek jest filmem „pięknym, ale bezlitośnie ponurym”. Dagmara Romanowska z Onetu kwitowała film Szumowskiej słowami, iż reżyserka posługuje się „kiczowatą” symboliką oraz „teatralną, przerysowaną” grą Małgorzaty Hajewskiej-Krzysztofik oraz Piotra Jankowskiego, wskutek czego Szczęśliwy człowiek na sukces za granicą „wydaje się [...] nie zasługiwać”.