Dokądże to będziemy cierpieć na sobie ten ciężar, nie dający nam uczciwie, po dawnemu pracować w zgodzie z pracodawcami? Niech poczują jeszcze raz naszą twardą robociarską pięść! Albo się uciszą, albo zginą!
Wtedy odzywa się Czarowic:
Bracia! Zniżcie broń. Wyjmijcie ładunki. Wyrwijcie zemstę z serc. Wyrwijcie z serc nienawiść proletariusza do proletariusza. Połączcie się w jedną falę. Wy, którzy jesteście żywą i wiecznie twórczą falą polskiego świata; niechaj się dokona w tej oto chwili odpływ wasz spod skały nieszczęścia. Kości po drogach Sybiru rozsiane, mogiły w pustkach Moskwy, lochy więzień, drewna szubienicy, łzy podań i płacz waszych dzieci wołają do was: „Niech żyje Polska niepodległa!" Przekazała wam to prawo wielka dusza Mickiewicza i wielka dusza Słowackiego.
Jednak te wywody nie znajdują zrozumienia. Słychać głos w tłumie: Czy to tylko nie prowokator?...
Czarowic usiłuje przekonać robotników:
Jeżeli w tę drogę pójdziecie, dokąd ja idę sam, nie zlękniecie się prowokatora. Pół serca polskiego zgniło od skira. Nie można już w kole braci mówić do braci bez ohydnego przekleństwa trwogi, że słucha w kole utajony szpieg.