Połaniecka przedstawiona jest w głównej mierze jako żona idealna.

Przyjęcie i krytyka Stanisław Brzozowski nazwał dzieło powieścią „polskiej, używającej i szwindlującej kołtunerii”. Anton Czechow przyjął je z niesmakiem (Sienkiewicz miał nim według niego "ukołysać burżuazję w jej złotych snach"), natomiast Lew Tołstoj nie aprobował jego końcowych rozdziałów. Według Brzozowskiego "z życia mieszczaństwa zrozumiał Sienkiewicz tylko dający prawo do spokojnego użycia wyzysk. Twórczej, kulturalnej pracy tej warstwy nie dostrzegł wcale. Jego Połaniecki to nie bourgeois-zdobywca, to ograniczony, ślepy na prawa innych, na potrzeby społeczne, w sobie zakochany łyk. Wady klasy upadłej przeniósł on w nowe warunki bytu i przystosował się do nich, jak przystosowują się w świecie organicznym pasożyty do organizmu eksploatowanego i trawionego przez nie. Z pracy życiowej organizmu, na którym bytują, wysnuwają dla siebie możność atrofii najszlachetniejszych organów. Tyle też pojął laudator temporis acti, epik »saskich ostatków«, H. Sienkiewicz, w polskim mieszczaństwie". Karol Wiktor Zawodziński wskazał na błędy kompozycyjne i niedostatek realiów powieści. Nazwał nawet dzieło "martwą pozycją w dorobku Sienkiewicza", stawiając je w opozycji do Bez dogmatu.