Prenumerata postępowego pisma dla młodego Wincentego Witosa była ciosem, jaki został wymierzony przez Jana Głowackiego, człowieka przy każdych wyborach agitującego na rzecz rodu Sanguszków, lecz niejawnie wspierającego takich polityków jak Henryk Rewakowicz, Karol Lewakowski i ks. Stanisław Stojałowski, w konserwatywne poglądy ówczesnego wikarego Wierzchosławic, ks. Józefa Franczaka, który z kościelnej ambony prowadził agitację polityczną sprzyjającą cesarskiemu dworowi oraz galicyjskiej wielkiej własności ziemskiej oraz potępiającą ruch ludowy.

W tym czasie sytuacja materialna rodziny Witosów uległa poprawie. Za zaoszczędzone pieniądze zarobione dzięki pracy m.in. przy karczowaniu lasu, koszeniu łąk i żniwach ojciec Wincentego Witosa odkupił od siostry Marii i wyremontował drugą część domu. W gospodarstwie pojawił się koń i wóz oraz trzy sztuki bydła w nowo wybudowanej stajni. Wieczory zaś upływały Wincentemu Witosowi na czytaniu okolicznym mieszkańcom wyklętego „Przyjaciela Ludu” i książek: