Słysząc jak jego serce bije z przerażenia w niezwykły i groźnie szybki sposób, decyduje się na atak, skacząc w kierunku starego człowieka, krzycząc głośno, co powoduje u starca atak serca, a następnie dusi współlokatora w jego własnym łóżku. Postanawia poćwiartować ciało i ukrywa jego resztki pod deskami podłogi. Jest pewny, że zatarł wszystkie ślady zbrodni. Mimo to, sąsiedzi – słysząc krzyk starca – wzywają policję. Narrator zaprasza trzech policjantów, żeby mogli się rozejrzeć, będąc pewnym, że nie są oni w stanie znaleźć żadnego dowodu zbrodni. Przynosi dla nich krzesła, a ci siadają w pokoju starego człowieka, dokładnie w miejscu, gdzie zostało schowane ciało. Nic nie podejrzewają, a narrator wyraża się w przyjemny i lekki sposób o swoim lokatorze.
Jednak po pewnym czasie zaczyna on słyszeć słabe głosy. Gdy te stają się coraz głośniejsze, dochodzi do wniosku, że jest to bicie serca pochodzące z miejsca pod podłogą, nie dopuszczając możliwości, że może to być jego własny odgłos serca. Dźwięk wciąż narasta, chociaż policjanci zdają się nie przykładać do tego wagi. Zszokowany tym i przekonany, że policja musi być świadoma tych dźwięków, narrator przyznaje się do zbrodni i mówi, żeby podnieśli deski w podłodze, gdzie ukrył ciało.