Dla przeciętnego konsumenta wojna o strefy wpływów jest niewidoczna. Technicznie linia podziału na kanadyjskie i amerykańskie nie zawsze ma sens, gdyż niektóre sieci odsprzedają sobie sklepy wraz z nazwą, a czasem przekazują pod kontrolę całe obszary operacyjne. Podkreślenie, że sklep jest „prawdziwie kanadyjski” (jak w przypadku Real Canadian Superstore) jest marketingową grą nastawioną na narodowe sympatie i patriotyczny odruch. Kanadyjski konsument może nie być świadomy do czyjej kasy wkłada wydawane na zakupach pieniądze, ale drzemie w nim podskórny, pozytywny szowinizm. Po prostu chce kupować „u siebie” czego dowodem choćby nieprzerwana hossa klasycznego kanadyjskiego sklepu Canadian Tire.
Potężną kanadyjską ripostę na zakusy gigantycznych amerykańskich hipermarketów tworzy obecnie 107 sklepów (2007)Lista lokalizacji, najwięcej w Ontario. Powierzchnia niektórych przekracza 150 tys. m². To więcej niż Plac Czerwony w Moskwie.