Jego ojciec Roy, aby móc przyjąć zaszczytny tytuł angielskiego barona (z prawem zasiadania w Izbie Lordów), musiał przyjąć obywatelstwo angielskie, przez co rząd Kanady pozbawił go kanadyjskiego. Przed śmiercią wymusił na synu obietnicę, że odziedziczy tytuł barona, ale tylko wtedy, jeżeli nie przeniesie głównej kwatery firmy z Londynu. Kenneth częściowo dochował obietnicy. Wprawdzie nie utrzymał kwatery głównej firmy w Londynie (powstały dwie: w amerykańskim Stamford i w Toronto) ale używał tytułu szlacheckiego wyłącznie na terenie Anglii. W Kanadzie tego nie mógł robić, więc używał podwójnej papeterii. Nigdy też nie zajął miejsca po ojcu w Izbie Gmin, ale był kawalerem Orderu Imperium Brytyjskiego.

Podobnie jak ojciec, Kenneth był człowiekiem niezwykle skromnym, pracowitym, a pieniądze nie przewróciły mu w głowie. Garnitury nie musiały być na miarę, widywano go w zniszczonych butach, sam wyprowadzał psy na spacer. Zapisał się w pamięci potomnych wyjątkową u bogaczy uprzejmością i cierpliwością dla każdego, nawet dla zupełnie obcych. Regularnie odwiedzał torontońskie schronisko dla zwierząt, aby pomagać w opiece nad psami.