Przywiezione osoby najpierw wprowadzano na dziedziniec pałacowy. Tu wyznaczony esesman informował ofiary, że zostaną najpierw poddane kąpieli, a potem skierowane do obozu pracy. W tym celu musieli pozostawić na dziedzińcu wszystkie swoje rzeczy i ubrania. Następnie grupami po kilkadziesiąt osób byli wprowadzani do pałacu, przez który przechodzili do rampy na jego tyłach, gdzie podjeżdżały auta, na których zamontowano szczelnie zamykane konstrukcje. Po wypełnieniu maksymalnie tej ruchomej komory gazowej zamykano jej drzwi, a następnie kierowca włączał silnik auta, z którego spaliny były kierowane do wnętrza komory. Kierowca miał możliwość obserwacji z kabiny postępu duszenia się ofiar. W odpowiednim momencie proces napełniania komory spalinami był kończony i auto ruszało powoli w stronę lasu rzuchowskiego, odległego o ok. 4 kilometry. Tu komando Żydów wyrzucało zwłoki do masowych grobów. W przypadku natrafienia na osobę jeszcze żyjącą była ona zabijana przez nadzorujących proces zagłady wachmanów. Zdarzały się też przypadki pogrzebania żywcem. Ponadto, przed zrzuceniem zwłok do grobu, były one poddawane szczegółowej rewizji w celu odnalezienia precjozów lub waluty. Dokonywali tego również zmuszeni do tego robotnicy żydowscy.