Pocisk V-1 był na tamte czasy dość skomplikowanym urządzeniem. Posiadał automatyczny żyrokompas (żyroskopowy wskaźnik kursu) do korekcji kursu; małe śmigło na części dziobowej napędzało licznik sprawdzający przebytą odległość. Napęd stanowił silnik pulsacyjny, który był prostszy w konstrukcji, a przez to znacznie tańszy niż dostępne wówczas silniki odrzutowe. Jego niższa wytrzymałość i skuteczność były akceptowalne w przypadku jednorazowego pocisku manewrującego.
Prace nad Fi-103 prowadzone były w Peenemünde. Próby startowania pocisku wykonywano w wielu wariantach, również przy użyciu samolotu, a jedna z koncepcji zakładała kierowanie V-1 przez pilota (wersja Reichenberg), która nie została użyta bojowo. Najlepszym rozwiązaniem okazał się start ze specjalnej wyrzutni-katapulty.
Produkcja pocisków V-1 rozrzucona była po całych Niemczech i terenach okupowanych, co spowodowane było potężnym nalotem lotnictwa RAF w nocy z 17 na 18 sierpnia 1943 na ośrodek Peenemünde. Pierwszym zakładem była fabryka Volkswagena w Fallersleben oraz firma Fieseler w Kassel. Później produkcję przejęły zakłady Dora (Mittelwerk), położone w podziemnym kompleksie w Turyngii koło Nordhausen. Skąpe materiały mówią też o wytwarzaniu części do V-1 w Lubiążu, Ząbkowicach Śląskich, Świdnicy.