siły amerykańskie traciły wielu ludzi, zanim zdołały oczyścić kolejne jaskinie i inne zamaskowane pozycje. Japończycy, pod groźbą użycia broni, wykorzystywali miejscową ludność do dostarczania wody i zaopatrzenia, co powodowało dodatkowe straty w ludziach. Postępy Amerykanów były widoczne, ale związane z rosnącymi stratami po obu stronach.

Gdy amerykańskie natarcie utknęło u stóp pasma Kakazu, gen. Ushijima, za namową gen. Chō, zdecydował się na podjęcie kontruderzenia. Wieczorem 12 kwietnia oddziały 32 Armii zaatakowały Amerykanów na całym froncie. Był to ciężki, długotrwały i dobrze przygotowany atak. Po zawziętej walce wręcz napastnicy wycofali się, aby powtórzyć natarcie następnej nocy. Ostatnie uderzenie miało miejsce 14 kwietnia, ale i ono zostało krwawo odparte. Niepowodzenie doprowadziło sztab 32 Armii do przekonania, że linie amerykańskie są dość łatwe do sforsowania w nocnych atakach, ale przewaga ogniowa przeciwnika jest dla oddziałów japońskich – szczególnie w miejscach koncentracji na podstawach wyjściowych – zbyt duża, w związku z czym postanowił powrócić do dotychczasowej strategii obronnej.