Niewątpliwie został zamordowany, a podejrzany o tę zbrodnię mężczyzna o nazwisku Korzun przesiedział 9 miesięcy w areszcie. Podobno jako ostatni widział się z Sadowskim i wyszedł z nim z lokalu, a zeznania pochodziły od dobrze znanej milicji 4-osobowej grupy stałych bywalców barów, dwóch kobiet i dwóch mężczyzn, określanych na milicji jako tzw. „grupa Trojanki” od nazwiska jednej z kobiet. Gdy sprawa ucichła pojawiły się następne ofiary. Wenancjusza Stankiewicza znaleziono z rozbitą głową obok restauracji „Albatros”, kogoś innego wyłowiono z rzeki Netty po trzech miesiącach od zaginięcia, a ktoś inny zaginął, opuszczając nocą bar.
„Grupa Trojanki” Makabryczny proceder zapewne trwałby dalej, gdyby nie zeznania w sprawie Jana Sadowskiego nieletniej kuzynki Wiesławy Trojan, na stałe mieszkającej w domu dziecka w Suwałkach, a przebywającej od pewnego czasu w Augustowie. Jej zeznania doprowadziły do zatrzymania obu kobiet. Podczas 2-tygodniowych przesłuchań i nacisków 5 grudnia 1973 r. kobiety ostatecznie oskarżyły Jana Dąbrowskiego o popełnioną zbrodnię. Pod koniec 1973 r.