Mieszkańcom dawano kilka minut na opuszczenie budynku, a osoby chore i niedołężne zazwyczaj zabijano na miejscu. Zdolnych do marszu cywilów spędzano na pl. Piłsudskiego lub do Ogrodu Saskiego, gdzie formowane były kolumny marszowe. Następnie wśród szykan, bicia, gwałtów i grabieży ludność pędzono do punktu zbornego w kościele św. Wojciecha na Woli, a stamtąd przez Dworzec Zachodni wywożono do obozu przejściowego w Pruszkowie. Część wygnańców (zarówno mężczyzn, jak i kobiety) zatrzymywano celem wykorzystania w charakterze „żywych tarcz” lub siły roboczej przy budowie umocnień i rozbieraniu powstańczych barykad.

Dirlewangerowcy spędzili także setki cywilów do ruin Teatru Wielkiego – Opery Narodowej (częściowo spalonego w wyniku niemieckich nalotów we wrześniu 1939 roku). Znajdowało się tam już wielu mieszkańców okolicznych domów, którzy jeszcze przed nadejściem Niemców ukryli się w schronie przeciwlotniczym w podziemiach gmachu. Na miejscu esesmani odseparowali mężczyzn od kobiet i dzieci. Te ostatnie umieszczono w piwnicach gmachu, gdzie przez kilka dni były przetrzymywane w fatalnych warunkach sanitarnych. Wiele młodych kobiet i dziewcząt zostało wówczas zgwałconych. Wiele innych zostało użytych w charakterze zakładniczek i zginęło podczas niemieckich szturmów na powstańcze pozycje.