Autor pisał ja trzykrotnie: po raz pierwszy i drugi w początkach lat 60., w okresie odwilży i po raz trzeci w 1975 roku, po propozycji jej wydania za granicą.
Kanwą powieści stała się zasłyszana historia o bezpańskich psach: na dalekiej północy zlikwidowano obóz, zwolniono ludzi i wypuszczono „na wolność” obozowe owczarki. Psy poszły do pobliskiej osady, wtopiły się w jej pejzaż i mimo całej nietypowości zachowania (choć skrajnie wychudzone – od nikogo nie przyjmowały jedzenia, wytresowane by brać je tylko od swoich opiekunów) stały się z czasem niezauważalne dla mieszkańców. Aż do pierwszej majowej czy październikowej manifestacji. Gdy przez osadę ruszył pochód, pojawiły się nagle, zbiegając ze wszystkich zakątków osady, otoczyły go i zwartym szykiem poprowadziły przed trybunę i dalej za miasto do bramy zrujnowanego obozu. Pochód milczących, przerażonych ludzi był eskortowany przez psy, które w myśl starej łagrowej zasady: „Krok w bok będzie uważany za próbę ucieczki” zajadle atakowały każdego kto próbował się z niego wyłamać.