Małżeństwa mieszane polsko-niemieckie trafiały się rzadko
W 1940 r. ludność niemiecka pod wodzą proboszcza Kurta Benscha opuściła wieś, zabierając ze sobą dzwon kościelny. Na wezwanie władz niemieckich przenieśli się oni na Śląsk i na Żywiecczyznę (gdzie zajmowali gospodarstwa Polaków, wysiedlonych w ramach "Akcji Żywiec"). Na ich miejsce zostali sprowadzeni grekokatolicy rumuńscy, których dzielił od Polaków duży dystans kulturowy. Byli to uciekinierzy z Banatu, którzy zamieszkiwali w Pojanie tylko kilka lat i nie zdołali związać się ze wspólnotą polską. Nie zostawili też po sobie wiele informacji. Wiosną 1944 roku Pojana znalazła się na linii frontu. W nocy z 30 kwietnia na 1 maja wieś została przez Niemców spalona. Polacy ukryli się w górach, skąd uciekli do krewnych żyjących w innych częściach Bukowiny. Powrót na zgliszcza, w 1945 roku, łączył się z głodem. Zimą tego roku zmarło wiele osób starszych i dzieci. Akcja repatriacyjna pozostawiła w Pojanie około osiemdziesiąt rodzin polskich. Pozostały w Pojanie także cztery rodziny niemieckie. Część niemiecka wsi została zasiedlona przez prawosławnych Rumunów. Szkoła polska została zlikwidowana. Dopiero w 1978 roku dwie absolwentki Uniwersytetu Jagiellońskiego podjęły się nauczania polskiego w Pleszy, Sołońcu i Pojanie.