Władca wybrzeży roszcząc sobie prawa do rzeczy wyrzuconych przez morze nie pozostawiał ich jako rzeczy niczyich do swobodnego zawłaszczenia przez znalazcę, ani też nie pozostawiał ich własnemu losowi. Nakaz ujawniania znalezionych na wybrzeżu przedmiotów dopomógł początkowo władcom do uchwycenia dochodów; następnie jednak pomógł miastom do dochodzenia zwrotu. Prawo nadbrzeżne wiązało się zasadniczo z posiadaniem nadmorskiej ziemi. Jednak na północy Europy wyodrębniło się na tyle, iż można było być właścicielem prawa nadbrzeżnego nie posiadając wybrzeży morskich. Pojmowano je przeto jako jedno z praw rzeczowych, rodzaj służebności czy ciężaru gruntowego.

Ustaliła się zasada, że prawo to przysługuje (jako regale) władcy - księciu lub królowi. Jednak pretensje do prawa nadbrzeżnego rościli sobie również panowie feudalni oraz ludność wybrzeży. Następowały więc nadania regale nadbrzeżnego. Przykładowo w 1236 r. Świętopełk nadając kościołowi św. Wojciecha w Gdańsku pewne prawa we wsiach nadmorskich wyraźnie wyłączył z nadania "naufragia" rezerwując je dla siebie. Jednak dokument ten zainteresowani sfałszowali skutkiem czego klasztor św. Wojciecha (a raczej bracia zakonni) mieli jakoby pełne prawo nadbrzeżne.