Fromm dochodzi do wniosku, że ścieżka rozwoju człowieka oddzieliła się od innych naczelnych w miejscu, gdzie determinacja zachowania przez instynkty osiągnęła punkt minimalny, a wzrost mózgu, zwłaszcza kresomózgowia, osiągnął maksimum.
Świadomość siebie, rozsądek i fantazje „zniszczyły” jednak harmonię, która znamionuje zwierzęcą egzystencję… Człowiek jest częścią natury, podlega jej fizycznym prawom, których nie może zmienić, choć przecież wykracza poza naturę. Jest od niej oddzielony, choć przecież jest jej częścią. Jest bezdomny, chociaż przywiązany do ojczyzny, którą dzieli z wszystkimi stworzeniami… Człowiek jest jedyną istotą żyjącą, która na łonie natury nie czuje się „u siebie”; jedyną istotą, która może czuć się wypędzona z raju; jedyną istotą żyjącą, dla której własna egzystencja jest problemem… Te sprzeczności przybierają na sile, gdy człowiek doświadcza siebie „jako jednostkę, a nie wyłącznie jako członka swego plemienia”. Wytwarzają one określone egzystencjalne potrzeby psychiczne, które – według Fromma – są wspólne wszystkim ludziom.