Ma początku lat 30. laboratorium Technicolor uważało, że rozwiązało dwa podstawowe problemy ograniczającowe masowe wykorzystanie system w filmie: jego koszt i szybkie blaknięcie/zmiana kolorów. Mimo to branża byłą sceptyczna i kiedy nie udało się zainteresować produktem żadnej z dużych wytwórni, firma zwróciła się najpierw do wytwórni niezależnych, a w końcu do wytwórni filmów animowanych. Oprócz Disneya zainteresowanie technicolorem wykazały jedynie Pioneer Films i Ub Iwerks Studios. Gdy Disney dowiedział się, że Iwerks planuje serię kreskówek dźwiękowych i kolorowych z podkładem muzyki klasycznej, które stanowiłyby bezpośrednią konkurencję dla serii „Silly Symphonies”  starał się o wyłączność na korzystanie z systemu.

Mimo nalegań Walta Roy uważał, że kolor jest ogromnym ryzykiem finansowych, na które teraz studia po prostu nie stać. Przypomniał, że pierwszych dwanaście odcinków „Silly Symphonies” zostało sprzedanych za ustaloną stawkę Columbia Pictures, Co więcej, średni budżet studia na film czarno-biały wzrósł do 10 tys. dolarów, z czego można było się spodziewać maksymalnego zwrotu ok. 45 tys. dolarów. Produkcja kolorowych kreskówek kosztowałaby przynajmniej dwa razy więcej przy maksymalnym spodziewanym zwrocie około 5 tys. dolarów, co obniżałoby zysk netto za film mniej więcej o 5 tys. dolarów.