Jak twierdził w jednym z wywiadów Bruce Dickinson: "(...) mieliśmy zamiar używać pirotechniki zamiennie, co drugi rok, bowiem jeśli reputacja grupy miałaby wyłącznie opierać się na pokazach pirotechnicznych, to kiedy tylko by ich zabrakło, ludzie stwierdzili by: 'Ooo nie, jak nie ma piro – nie idziemy na koncert..."

Aż trzy wersje maskotek Eddiego ukazywały się na każdym koncercie: mierzący 4,6 metra, mobilny General Custer pojawiający się podczas "Run to the Hills", 'skryba - jasnowidz' (znany z wkładki do albumu Seventh Son of a Seventh Son) wyłaniający się zza zestawu perkusyjnego podczas prezentacji kompozycji "Seventh Son of a Seventh Son" w końcu mechatroniczny, potężny Eddie oparty o oryginalny wizerunek okładkowy znany z albumu Seventh Son of a Seventh Son – tradycyjnie w centralnej części utworu "Iron Maiden". Maskotka otoczona "lodowymi rzeźbami" znanymi z rewersu klasycznego albumu, miotała płomienie z wnętrza mózgoczaszki, unosząc w jednej z rąk swego potomka ukrytego w worku macicznym.