plerezie, nazywanej w gwarze warszawskiej „mandoliną” lub „kaczym kuprem” (długie włosy zaczesane do tyłu, niekiedy z „dziobem” z przodu), skarpetkach „piratkach” czy „sing-singach” (jaskrawokolorowych, często z paskami) i kolorowym krawacie, na którym najczęściej widniały gołe girlsy (według propagandy – uosobienie zbrodniczego ustroju kapitalistycznego, w którym nie panowały żadne zasady). Po kilku zmianach mody przeszło to w „oprychówkę”, golfy, „fanfana”: styl mniej szokujący, bardziej stonowany.
Dziewczyny nosiły „rozprute” (rozcięte) wąskie spódnice, ondulowały włosy, malowały usta i paznokcie, czerniły brwi, z fryzurą „koński ogon”, stylizowaną na Ritę Hayworth. Zimą chodziły w spodniach, w grubych butach, cyklistowej czapce, skórzanej kurtce, latem wizerunku dopełniała obcisła bluzka i kolorowa apaszka.
Symbolika i polityka Szczególnie upodobaną barwą był kolor czerwony. Władze PRL zwalczały ten ruch młodzieżowy, uważając go za przejaw kosmopolitycznych ciągotek i miłości do USA, Związek Młodzieży Polskiej organizował masówki, na których potępiano ich „amerykański styl życia”.