W Rozwadowie zatrzymywały się pociągi wiozące ludzi do niemieckich obozów zagłady Auschwitz-Birkenau i w Bełżcu, wtedy robotnicy musieli usuwać zwłoki zmarłych z wagonów, a pozostałym przy życiu więźniom wolno było podać trochę wody. Przy tej okazji Alfredzie Markowskiej udawało się ukradkiem wyciągać małe dzieci z pociągów, w tym trzyletniego Karola Parno, podanego jej przez matkę. Alfreda Markowska była przekonana, że sama nie przeżyje wojny, więc odważnie zajęła się ratowaniem dzieci romskich i żydowskich z transportów do obozów, z miejsc pogromów Romów i Żydów, a także z pacyfikowanych polskich wsi. Kiedy słyszała o lokalnych egzekucjach, wędrowała tam i szukała ukrytych dzieci, którym udało się przeżyć. Pozyskiwała dla nich kryjówki, uzyskiwała dla nich fałszywe dokumenty, oddawała je odnalezionym krewnym lub do rodzin zastępczych, ukrywała je w nawet w obozowisku rozwadowskim, w tym między własnymi dziećmi. Szacuje się (na podstawie wspomnień uratowanych, do których udało się dotrzeć), że dzięki jej działalności uratowano co najmniej pięćdziesięcioro dzieci (jako osoba niepiśmienna sama nie mogła prowadzić zapisków na temat ocalonych dzieci).