Dotarcie służb ratowniczych na miejsce tragedii było utrudnione, gdyż na miejsce zaczęli zjeżdżać się gapie; w końcu policja była zmuszona do zamknięcia drogi A30, by umożliwić dotarcie na miejsce ambulansom. Gdy strażacy rozcinali wrak, wybuchł niegroźny pożar.
Na miejscu pojawił się też inny kapitan BEA, Eric Pritchard; po obejrzeniu szczątków samolotu, dokonał on kilku istotnych obserwacji, które miały potem znaczenie w przebiegu śledztwa dotyczącego tragedii. Jak zauważył Pritchard, jako pierwszy uderzył w ziemię tył maszyny, co wskazywało na to, że w momencie zderzenia samolot miał wysoko uniesiony dziób; nie było również śladów, by szczątki maszyny sunęły po podłożu po zetknięciu się z ziemią, co wskazywało na małą prędkość postępową samolotu w momencie zderzenia. Na podstawie tych dwóch obserwacji Pritchard stwierdził, że samolot najprawdopodobniej wpadł w przeciągnięcie i załoga nie zdołała już wyprowadzić zeń maszyny.